"Byli dziećmi, które w dzieciństwie musiały zachowywać się jak dorośli. Dorastają nosząc w sobie bolesne, potworne, wstydliwe dziedzictwo swojej rodziny. Paniczne lęki, kłujące wspomnienia albo puste miejsca tam, gdzie powinny być uczucia"
(Ewa Woydyłło, 1991, "Wybieram wolność...")
wtorek, 18 maja 2021
DDA
Wiem że jestem DDA. W sierpniu 2010 poprosiłem o pomoc przyjęto mnie na indywidualną terapię (miałem 3 spotkania). Największym szokiem było dla mnie pierwsze spotkanie. Opowiedziałem, czemu poprosiłem o pomoc i po godzinnej rozmowie wyszedłem jako nowy człowiek. Zostałem wtedy zakwalifikowany na terapię grupową, która ruszyła na jesieni. Do dnia dzisiejszego uczestniczę w terapii teraz wiem, że nie robię tego tylko dla siebie, ale również dla mojej własnej rodziny. Różne rzeczy dzieją się wokół. Np. dziś rano zmarł mój dziadek. Czuję duży smutek. Nie jestem jednak rozhuśtany emocjonalnie, jak przed terapią i wiem, że potrzebuję jej.
poniedziałek, 13 listopada 2017
c.d. 2017 ...
Zaraz wrzucę SMS-y, tylko krótka refleksja:
Rzadko kiedy alkoholik, który nie pracuje nad sobą i nad swoim nałogiem, zachowuje się do końca racjonalnie.
Ja po prostu myślałem, że skoro mamy nie rozmawiać o przeszłości, to zamykamy temat. Ja przystałem na propozycję brata, chociaż uważałem wtedy, że wielu spraw nie wyjaśniliśmy. Trudno - zamykamy nie wracamy do przeszłości. Zaakceptowałem decyzję brata i postanowiłem tego tematu więcej nie podnosić. Przyjąłem to jako sprawę honoru!!! Założyłem, że brat też okaże się człowiekiem honoru i nigdy już nie wyciągnie na świat dzienny spraw z przeszłości, które postanowiliśmy zamknąć. Chyba żyłem w jakimś matrixie wierząc, że sprawy są faktycznie pozamykane. Jego obecna partnerka twierdziła, że bratu brakowało kontaktów ze mną. Postanowiłem nie wracać więc do przeszłości, nie oczekiwałem też, że brat mnie przeprosi, co moim zdaniem powinien uczynić. W lipcu na jego urodzinach zaproponowałem, aby dołączył do treningów krav-maga, na które chodzę już 2-gi rok. Powiedział, że raczej nie, ale pomyśli. Chciałem z nim o tym porozmawiać na urodzinach jego córki (a mojej chrześniaczki), które obiecał jej zrobić. Jak postąpił, opisałem w ostatnim poście. 9 dni po jej 18-tej rocznicy urodzin brat znowu - po prawie dwóch latach naszych w miarę poprawnych i coraz bardziej zdrowych relacjach - syknął jadem.
Oto SMS-y:
Brat:
SMS I
- Cześć Mariusz. Wiesz co przykro mi jest ze Pauli swojej chrześnicy nawet nie złożyłeś życzeń na jej 18 urodziny
SMS II (po 7-miu minutach)
-Mi kiedyś mówiłeś ze nie mogę być chrzestnym ojcem dla Twoich dzieci Co mnie bardzo zabolało ale popatrz jak Ty się zachowałeś w stosunku do Pauli. Mariusz Wstyd
Zignorowałem je ale czułem że coś zaczyna się dziać. Miałem obawy, że znowu "wywinie kota ogonem" i poprzekręca fakty. Od razu przedzwoniłem do chrześniaczki, przeprosiłem że nie zadzwoniłem w dniu jej urodzin jednocześnie tłumacząc, że czekałem z życzeniami aż się spotkamy jak to w sumie przy niej obiecał brat. Chwilę porozmawialiśmy. Potem przedzwoniłem do jego obecnej partnerki - Kasi. Głupio jej się zrobiło, że brat tak się zachował i przeprosiła mnie za jego słowa. Poprosiłem ją, aby odwiedziła nas. Przyjęła zaproszenie i spotkaliśmy się już następnego dnia. Okazało się że brat wyjechał do pracy do Belgii. Jego Kasia powiedziała, że nikomu nie chciał o tym mówić. Nie rozumiała też, czemu tak mnie potraktował. Ja też jeszcze nie chciałem "palić mostów".
Dwa dni później (dzień po moich urodzinach) brat wysłał mi - jak gdyby nic - SMS-a urodzinowego:
Brat:
Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin.
Ja:
SMS I:
Dziękuję, chociaż Twoje dwa wcześniejsze SMS-Y pokazują co faktycznie o mnie myślisz. Przecież to Ty zapowiedziałeś że zrobisz Pauli urodziny i mnie zaprosisz. Ja czekałem na zaproszenie.
SMS II:
Z Pauliną rozmawiałem. To bardzo mądra dziewczyna.
Brat:
Masz racje. To bardzo mądra dziewczyna i nie powie Ci co czuje. Nie chce się kłócić. Pozdrawiam
Ja:
SMS I:
Paulina wiedziała jak miało być i jak wyszło.Nie było sensu składać życzeń telefonicznie skoro mieliśmy spotkać się. Po prostu sam nawaliłeś ale brak Ci odwagi aby się przyznać. I to właśnie Paula rozumie.
SMS II:
Twoja Kasia przeprosiła mnie za Twoje SMS-Y. Co do mnie - nie pozwolę jeździć po sobie niesłusznie! Ani Ty ani Aneta nie zaprosiliście mnie. Wasz wybór. Nie mam o to pretensji.
Brat chyba to długo przetrawiał, bo prawie dwa tygodnie zajęło mu napisanie odpowiedzi. Oto kolejna korespondencja z 10-go września:
Brat:
SMS I:
Nie chce jeździć po Tobie po prostu chce Ci uświadomić ze źle postępujesz względem rodziny
SMS II:
Z Paulą wyjaśniłeś jej osiemnastkę Super czyli 17 urodziny tez tak myślę
SMS III:
O 16 i 15 urodzinach tez pamiętałeś
Ja:
Jak wytrzeźwiejesz to z Tobą porozmawiam. Po pijaku nie pisz do mnie!! Nie będę dla Ciebie chłopcem do bicia!!!
Brat:
SMS I:
Wigilia i Wielkanoc to samo? Zadzwoniłeś z życzeniami
SMS II:
Ja mam ważniejsze sprawy niż picie
Ja:
Chory jesteś!!!!!! Ten alkohol zżarł Ci mózg do końca.
Brat:
Mariusz Posłuchaj siebie Co Ty piszesz
Nie wytrzymałem i przedzwoniłem do niego. To była chora rozmowa. Usłyszałem, że sprawa przeszłości nie jest dla niego zamknięta (tu złamał umowę, którą zawarliśmy i w tym momencie.stracił wszystko w moich oczach i sercu, ponieważ zaprzeczył czemuś, na co umówiliśmy się). Okazało się, że według jego chorej i zakłamanej pamięci, jakiejś koszmarnej pomroczności, za mieszkanie po rodzicach ja wziąłem 80 000zł a on 70 000zł. Od razu skontrowałem, że to kłamstwo, bo podział był równy. On twierdził że nie, że to przecież ja wziąłem zadatek w kwocie 5000 zł. przy podpisywaniu umowy kupna - sprzedaży mieszkania po rodzicach, a potem on dostał 70 000 zł a ja 75 000 zł. Na ironię było prawie tak, jak mówił. Różnica polegała na tym, że zadatku wziąłem 4800 zł a on 200 zł. Zapomniał tylko dodać, że w czasie, kiedy wydarzenia te miały miejsce, czyli w 2010 r., przez długi czas nie płacił on czynszu za mieszkanie i z jego winy w spółdzielni powstał (wraz z odsetkami 700 zł) łączny dług w kwocie 4500 zł. i taką kwotę wpłaciłem wtedy na pokrycie JEGO w końcu długu z otrzymanego zadatku. Oczywiście mam historię rachunku, że wpłaciłem na swoje konto 4800 zł i potwierdzenie przelewu do Spółdzielni dokładnie na kwotę 4502 zł. bo takie było jego zadłużenie. Mało tego, zaraz po wpłacie jego długu z własnej woli napisałem do spółdzielni pismo z prośbą o umorzenie odsetek i spółdzielnia umorzyła 50% odsetek czyli 350 zł. Pozostałe 300 zł, które pozostały z 4800 zł, poszły również na pokrycie późniejszego długu za czynsz bo znów przestał płacić. On to zupełnie wyciął z pamięci, i wg niego ukradłem mu 20 000zł. (wszystko opisałem w poście "O sobie", ale nie miałem wtedy świadomości, skąd nagle 20000 zł o których wspomniał wtedy w tym samym poście). A wracając do bieżących wydarzeń, brat powiedział mi podczas tej samej rozmowy telefonicznej, że tej sprawy nigdy nie zamknie. Oto człowiek chory z zawziętości i wyzbyty z resztek honoru. Żadne argumenty i fakty nie docierały do niego. Myślałem, że był on w jakimś amoku, ale on tym żył i wciąż żyje. Po raz kolejny powiedziałem mu, że pretensje o to, że tak potoczyły się sprawy z podziałem pieniędzy za mieszkanie, może mieć TYLKO do siebie, że nie jestem złodziejem i że to przecież on grał nieczysto, bo w czasie gdy po śmierci mamy ojciec znalazł się długoterminowo (ponad 2 lata) w szpitalu kolo Węgorzewa, to on wtedy nie wydał ani złotówki ze swoich pieniędzy, jak jeździł do ojca ok 200 km. Wszystko pokrywał z niewielkiej ojca renty (wtedy ok. 900 zł a przecież ojcu po śmierci mamy zostały długi na kilka tysięcy), paliwo za przejazdy i to co do niego zabierał. Mało tego, brat swoje raty również spłacał z renty ojca. Jak pod koniec 2007 r. u ojca wykryto nowotwór płuc i przewieziono go do szpitala w Olsztynie, to brat nie chciał potem ojca w mieszkaniu, które było w końcu ojca. Ojciec wyczuwał, że nie jest mile widziany w swoim w końcu mieszkaniu, w którym wtedy mieszkał brat, ale nie chciał zamieszkać u mnie i bardzo mnie prosił, aby umieścił go gdzieś w szpitalu. Mój lekarz rodzinny doradził mi, abym umieścił go w hospicjum w którym był do końca, czyli około roku. Brat nawet wtedy, kiedy ojciec już gasł, okradał go z renty fundując sobie wakacje na południu Polski - na co mam dowody - i to wszystko mu przypomniałem. (info wyjaśniające: w sumie minimalna kwota wyprowadzona przez brata z rachunku ojca wyniosła ok. 7700 zł w wersji dla niego optymistycznej, bo kilku rzeczy na większe kwoty nie opisał w tytule operacji rachunku. Jednak bardzo prawdopodobna kwota którą kradł wyniosła ok. 9500zł). Dodałem również, że mam na to dowód w postaci historii rachunku ojca, gdzie w tytule operacji na rachunku wszystko było opisane. Nie wytrzymał i rozłączył się
Mój SMS:
Tchórz - znowu się rozłączasz!!!
On przedzwonił, bo dotknęło go że nazwałem go tchórzem ale nie nawiązał do kłopotliwego dla niego tematu. Mówił o innych rzeczach, że ma pretensje o to, że nie kontaktuję się z chrześniaczką swoją, a przecież po pierwsze - zamieszkała Ona z jego byłą żoną i nie miałem z nią kontaktu, a po drugie oczernił mnie przed nią w czasie, gdy miała dopiero 10 lat. W tamtym czasie obiecałem sobie, że kiedyś porozmawiam sobie z nią o tym, jak będzie starsza. Pełne odcięcie z jego strony do końca 2015 roku, potem 1.5 roku w miarę względne relacje, a tu nagle pretensje. Mówił cały czas to samo co chwilę wcześniej napisał w SMS-ach, że nie interesuję się nią, że nie chciałem go na chrzestnego, a wg niego sam zachowuję się fatalnie wobec niej. Nie chciałem tego bełkotu już słuchać i ja z kolei po ostrzeżeniu że zerwę z nim kontakt jak będzie dalej na mnie najeżdżał i po krótkim "Cześć" rozłączyłem się.
Teraz on wysłał mi SMS-a z jednym słowem: "Tchórz"
Moja reakcja to SMS:
Ja:
Koniec z nami!!!
Brat:
SMS I:
Prawda boli Co!!!!!!!
SMS II:
Koniec
Dla niego to nie był żaden problem. W ogóle mu nie zależało na relacjach ze mną.
Ja jednak zacząłem myśleć o tym co się przed chwilą wydarzyło. Mocno weszły w naszą rozmowę emocje, a tam gdzie rozmową kierują tak silne emocje, nie ma miejsca na racjonalne myślenie.
Skoro mieliśmy zerwać ze sobą wszelkie kontakty, to niech to w moim rozumieniu odbędzie się w cywilizowany sposób.
No więc postanowiłem wykonać ostatni telefon do niego. Odebrał.
Powiedziałem mu, że pomimo tego, że to co mówiłem było prawdą, to możliwe że mówiłem o tym za ostro i przeprosiłem go nie za moje racje w stosunku do niego, za ton mojej wypowiedzi, ale że strasznie irytuje mnie, że tak potwornie i bezwzględnie atakuje mnie, ta ciągła jego narracja, że jestem złodziejem - i pytam go dlaczego tak do mnie przemawia? Powiedział, że może też przesadził. O dziwo, zgodził się ze mną, że musimy o wszystkim porozmawiać. Dodał, że teraz jest w Belgii, ale w październiku będzie w Polsce, to się ze mną skontaktuje. Wydał mi jeszcze wytyczne, co odebrałem jako nakaz - tak, nakaz - abym dzwonił od swojej chrześniaczki co 2-3 miesiące. Taki miał tupet.
Co do naszego spotkania w październiku, brat oczywiście był w Polsce i oczywiście nie odezwał się. Taki "odważny"!!!
Jemu wydaje się, że on tak może, że to co on zrobi, jest OK. Nie dotrzymał słowa??? Spoko, przecież w jego mniemaniu miał powód. U niego to norma - kłamać i kręcić.
Sam czepia się, kąsa i próbuje "psuć innym krew". Tyle, że mi się przelało. Tym razem oczekuję od niego przeprosin i uczciwej rozmowy. Żadnych miłych, a tak naprawdę sztucznych, rodzinnych spotkań.
Ponadto nie będę od tej pory przyjmował żadnego ataku z jego strony na mnie. Mój brat musi w końcu dostać nauczkę!!!
Zabiegałem o kontakt wiele lat. W końcu udało się. Brat poinformował mnie, że nie chce wracać do przeszłości, a potem nagle wywleka kłamstwa i bez skrupułów atakuje mnie. Ot, żałosne próby wzbudzania poczucia winy przez człowieka, który w moich oczach nie ma "ani grama" honoru. Nie pomogło po dobroci, trzeba zmienić front i to się właśnie stało. Brat jeszcze tego nie wie, ale to nic. Dowie się....
Rzadko kiedy alkoholik, który nie pracuje nad sobą i nad swoim nałogiem, zachowuje się do końca racjonalnie.
Ja po prostu myślałem, że skoro mamy nie rozmawiać o przeszłości, to zamykamy temat. Ja przystałem na propozycję brata, chociaż uważałem wtedy, że wielu spraw nie wyjaśniliśmy. Trudno - zamykamy nie wracamy do przeszłości. Zaakceptowałem decyzję brata i postanowiłem tego tematu więcej nie podnosić. Przyjąłem to jako sprawę honoru!!! Założyłem, że brat też okaże się człowiekiem honoru i nigdy już nie wyciągnie na świat dzienny spraw z przeszłości, które postanowiliśmy zamknąć. Chyba żyłem w jakimś matrixie wierząc, że sprawy są faktycznie pozamykane. Jego obecna partnerka twierdziła, że bratu brakowało kontaktów ze mną. Postanowiłem nie wracać więc do przeszłości, nie oczekiwałem też, że brat mnie przeprosi, co moim zdaniem powinien uczynić. W lipcu na jego urodzinach zaproponowałem, aby dołączył do treningów krav-maga, na które chodzę już 2-gi rok. Powiedział, że raczej nie, ale pomyśli. Chciałem z nim o tym porozmawiać na urodzinach jego córki (a mojej chrześniaczki), które obiecał jej zrobić. Jak postąpił, opisałem w ostatnim poście. 9 dni po jej 18-tej rocznicy urodzin brat znowu - po prawie dwóch latach naszych w miarę poprawnych i coraz bardziej zdrowych relacjach - syknął jadem.
Oto SMS-y:
Brat:
SMS I
- Cześć Mariusz. Wiesz co przykro mi jest ze Pauli swojej chrześnicy nawet nie złożyłeś życzeń na jej 18 urodziny
SMS II (po 7-miu minutach)
-Mi kiedyś mówiłeś ze nie mogę być chrzestnym ojcem dla Twoich dzieci Co mnie bardzo zabolało ale popatrz jak Ty się zachowałeś w stosunku do Pauli. Mariusz Wstyd
Zignorowałem je ale czułem że coś zaczyna się dziać. Miałem obawy, że znowu "wywinie kota ogonem" i poprzekręca fakty. Od razu przedzwoniłem do chrześniaczki, przeprosiłem że nie zadzwoniłem w dniu jej urodzin jednocześnie tłumacząc, że czekałem z życzeniami aż się spotkamy jak to w sumie przy niej obiecał brat. Chwilę porozmawialiśmy. Potem przedzwoniłem do jego obecnej partnerki - Kasi. Głupio jej się zrobiło, że brat tak się zachował i przeprosiła mnie za jego słowa. Poprosiłem ją, aby odwiedziła nas. Przyjęła zaproszenie i spotkaliśmy się już następnego dnia. Okazało się że brat wyjechał do pracy do Belgii. Jego Kasia powiedziała, że nikomu nie chciał o tym mówić. Nie rozumiała też, czemu tak mnie potraktował. Ja też jeszcze nie chciałem "palić mostów".
Dwa dni później (dzień po moich urodzinach) brat wysłał mi - jak gdyby nic - SMS-a urodzinowego:
Brat:
Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin.
Ja:
SMS I:
Dziękuję, chociaż Twoje dwa wcześniejsze SMS-Y pokazują co faktycznie o mnie myślisz. Przecież to Ty zapowiedziałeś że zrobisz Pauli urodziny i mnie zaprosisz. Ja czekałem na zaproszenie.
SMS II:
Z Pauliną rozmawiałem. To bardzo mądra dziewczyna.
Brat:
Masz racje. To bardzo mądra dziewczyna i nie powie Ci co czuje. Nie chce się kłócić. Pozdrawiam
Ja:
SMS I:
Paulina wiedziała jak miało być i jak wyszło.Nie było sensu składać życzeń telefonicznie skoro mieliśmy spotkać się. Po prostu sam nawaliłeś ale brak Ci odwagi aby się przyznać. I to właśnie Paula rozumie.
SMS II:
Twoja Kasia przeprosiła mnie za Twoje SMS-Y. Co do mnie - nie pozwolę jeździć po sobie niesłusznie! Ani Ty ani Aneta nie zaprosiliście mnie. Wasz wybór. Nie mam o to pretensji.
Brat chyba to długo przetrawiał, bo prawie dwa tygodnie zajęło mu napisanie odpowiedzi. Oto kolejna korespondencja z 10-go września:
Brat:
SMS I:
Nie chce jeździć po Tobie po prostu chce Ci uświadomić ze źle postępujesz względem rodziny
SMS II:
Z Paulą wyjaśniłeś jej osiemnastkę Super czyli 17 urodziny tez tak myślę
SMS III:
O 16 i 15 urodzinach tez pamiętałeś
Ja:
Jak wytrzeźwiejesz to z Tobą porozmawiam. Po pijaku nie pisz do mnie!! Nie będę dla Ciebie chłopcem do bicia!!!
Brat:
SMS I:
Wigilia i Wielkanoc to samo? Zadzwoniłeś z życzeniami
SMS II:
Ja mam ważniejsze sprawy niż picie
Ja:
Chory jesteś!!!!!! Ten alkohol zżarł Ci mózg do końca.
Brat:
Mariusz Posłuchaj siebie Co Ty piszesz
Nie wytrzymałem i przedzwoniłem do niego. To była chora rozmowa. Usłyszałem, że sprawa przeszłości nie jest dla niego zamknięta (tu złamał umowę, którą zawarliśmy i w tym momencie.stracił wszystko w moich oczach i sercu, ponieważ zaprzeczył czemuś, na co umówiliśmy się). Okazało się, że według jego chorej i zakłamanej pamięci, jakiejś koszmarnej pomroczności, za mieszkanie po rodzicach ja wziąłem 80 000zł a on 70 000zł. Od razu skontrowałem, że to kłamstwo, bo podział był równy. On twierdził że nie, że to przecież ja wziąłem zadatek w kwocie 5000 zł. przy podpisywaniu umowy kupna - sprzedaży mieszkania po rodzicach, a potem on dostał 70 000 zł a ja 75 000 zł. Na ironię było prawie tak, jak mówił. Różnica polegała na tym, że zadatku wziąłem 4800 zł a on 200 zł. Zapomniał tylko dodać, że w czasie, kiedy wydarzenia te miały miejsce, czyli w 2010 r., przez długi czas nie płacił on czynszu za mieszkanie i z jego winy w spółdzielni powstał (wraz z odsetkami 700 zł) łączny dług w kwocie 4500 zł. i taką kwotę wpłaciłem wtedy na pokrycie JEGO w końcu długu z otrzymanego zadatku. Oczywiście mam historię rachunku, że wpłaciłem na swoje konto 4800 zł i potwierdzenie przelewu do Spółdzielni dokładnie na kwotę 4502 zł. bo takie było jego zadłużenie. Mało tego, zaraz po wpłacie jego długu z własnej woli napisałem do spółdzielni pismo z prośbą o umorzenie odsetek i spółdzielnia umorzyła 50% odsetek czyli 350 zł. Pozostałe 300 zł, które pozostały z 4800 zł, poszły również na pokrycie późniejszego długu za czynsz bo znów przestał płacić. On to zupełnie wyciął z pamięci, i wg niego ukradłem mu 20 000zł. (wszystko opisałem w poście "O sobie", ale nie miałem wtedy świadomości, skąd nagle 20000 zł o których wspomniał wtedy w tym samym poście). A wracając do bieżących wydarzeń, brat powiedział mi podczas tej samej rozmowy telefonicznej, że tej sprawy nigdy nie zamknie. Oto człowiek chory z zawziętości i wyzbyty z resztek honoru. Żadne argumenty i fakty nie docierały do niego. Myślałem, że był on w jakimś amoku, ale on tym żył i wciąż żyje. Po raz kolejny powiedziałem mu, że pretensje o to, że tak potoczyły się sprawy z podziałem pieniędzy za mieszkanie, może mieć TYLKO do siebie, że nie jestem złodziejem i że to przecież on grał nieczysto, bo w czasie gdy po śmierci mamy ojciec znalazł się długoterminowo (ponad 2 lata) w szpitalu kolo Węgorzewa, to on wtedy nie wydał ani złotówki ze swoich pieniędzy, jak jeździł do ojca ok 200 km. Wszystko pokrywał z niewielkiej ojca renty (wtedy ok. 900 zł a przecież ojcu po śmierci mamy zostały długi na kilka tysięcy), paliwo za przejazdy i to co do niego zabierał. Mało tego, brat swoje raty również spłacał z renty ojca. Jak pod koniec 2007 r. u ojca wykryto nowotwór płuc i przewieziono go do szpitala w Olsztynie, to brat nie chciał potem ojca w mieszkaniu, które było w końcu ojca. Ojciec wyczuwał, że nie jest mile widziany w swoim w końcu mieszkaniu, w którym wtedy mieszkał brat, ale nie chciał zamieszkać u mnie i bardzo mnie prosił, aby umieścił go gdzieś w szpitalu. Mój lekarz rodzinny doradził mi, abym umieścił go w hospicjum w którym był do końca, czyli około roku. Brat nawet wtedy, kiedy ojciec już gasł, okradał go z renty fundując sobie wakacje na południu Polski - na co mam dowody - i to wszystko mu przypomniałem. (info wyjaśniające: w sumie minimalna kwota wyprowadzona przez brata z rachunku ojca wyniosła ok. 7700 zł w wersji dla niego optymistycznej, bo kilku rzeczy na większe kwoty nie opisał w tytule operacji rachunku. Jednak bardzo prawdopodobna kwota którą kradł wyniosła ok. 9500zł). Dodałem również, że mam na to dowód w postaci historii rachunku ojca, gdzie w tytule operacji na rachunku wszystko było opisane. Nie wytrzymał i rozłączył się
Mój SMS:
Tchórz - znowu się rozłączasz!!!
On przedzwonił, bo dotknęło go że nazwałem go tchórzem ale nie nawiązał do kłopotliwego dla niego tematu. Mówił o innych rzeczach, że ma pretensje o to, że nie kontaktuję się z chrześniaczką swoją, a przecież po pierwsze - zamieszkała Ona z jego byłą żoną i nie miałem z nią kontaktu, a po drugie oczernił mnie przed nią w czasie, gdy miała dopiero 10 lat. W tamtym czasie obiecałem sobie, że kiedyś porozmawiam sobie z nią o tym, jak będzie starsza. Pełne odcięcie z jego strony do końca 2015 roku, potem 1.5 roku w miarę względne relacje, a tu nagle pretensje. Mówił cały czas to samo co chwilę wcześniej napisał w SMS-ach, że nie interesuję się nią, że nie chciałem go na chrzestnego, a wg niego sam zachowuję się fatalnie wobec niej. Nie chciałem tego bełkotu już słuchać i ja z kolei po ostrzeżeniu że zerwę z nim kontakt jak będzie dalej na mnie najeżdżał i po krótkim "Cześć" rozłączyłem się.
Teraz on wysłał mi SMS-a z jednym słowem: "Tchórz"
Moja reakcja to SMS:
Ja:
Koniec z nami!!!
Brat:
SMS I:
Prawda boli Co!!!!!!!
SMS II:
Koniec
Dla niego to nie był żaden problem. W ogóle mu nie zależało na relacjach ze mną.
Ja jednak zacząłem myśleć o tym co się przed chwilą wydarzyło. Mocno weszły w naszą rozmowę emocje, a tam gdzie rozmową kierują tak silne emocje, nie ma miejsca na racjonalne myślenie.
Skoro mieliśmy zerwać ze sobą wszelkie kontakty, to niech to w moim rozumieniu odbędzie się w cywilizowany sposób.
No więc postanowiłem wykonać ostatni telefon do niego. Odebrał.
Powiedziałem mu, że pomimo tego, że to co mówiłem było prawdą, to możliwe że mówiłem o tym za ostro i przeprosiłem go nie za moje racje w stosunku do niego, za ton mojej wypowiedzi, ale że strasznie irytuje mnie, że tak potwornie i bezwzględnie atakuje mnie, ta ciągła jego narracja, że jestem złodziejem - i pytam go dlaczego tak do mnie przemawia? Powiedział, że może też przesadził. O dziwo, zgodził się ze mną, że musimy o wszystkim porozmawiać. Dodał, że teraz jest w Belgii, ale w październiku będzie w Polsce, to się ze mną skontaktuje. Wydał mi jeszcze wytyczne, co odebrałem jako nakaz - tak, nakaz - abym dzwonił od swojej chrześniaczki co 2-3 miesiące. Taki miał tupet.
Co do naszego spotkania w październiku, brat oczywiście był w Polsce i oczywiście nie odezwał się. Taki "odważny"!!!
Jemu wydaje się, że on tak może, że to co on zrobi, jest OK. Nie dotrzymał słowa??? Spoko, przecież w jego mniemaniu miał powód. U niego to norma - kłamać i kręcić.
Sam czepia się, kąsa i próbuje "psuć innym krew". Tyle, że mi się przelało. Tym razem oczekuję od niego przeprosin i uczciwej rozmowy. Żadnych miłych, a tak naprawdę sztucznych, rodzinnych spotkań.
Ponadto nie będę od tej pory przyjmował żadnego ataku z jego strony na mnie. Mój brat musi w końcu dostać nauczkę!!!
Zabiegałem o kontakt wiele lat. W końcu udało się. Brat poinformował mnie, że nie chce wracać do przeszłości, a potem nagle wywleka kłamstwa i bez skrupułów atakuje mnie. Ot, żałosne próby wzbudzania poczucia winy przez człowieka, który w moich oczach nie ma "ani grama" honoru. Nie pomogło po dobroci, trzeba zmienić front i to się właśnie stało. Brat jeszcze tego nie wie, ale to nic. Dowie się....
wtorek, 17 października 2017
lata: 2015 - 2017
c.d.
Ale nie umartwiam się :-)
Sytuacja z bratem, to w końcu jakiś epizod w moim życiu. Radość życia czerpię z innych rzeczy - przede wszystkim myślę tu o rodzinie i trójce dzieci.
Poza tym, jak widać z poprzedniego postu, w roku 2015 nie miałem zbyt dużo do czynienia z bratem. Dużo zmieniło się w grudniu 2015 r. ale o tym za chwilę. Wiedziałem jedno: poczucia winy już brat we mnie nie wzbudzi, a sobie na głowę nie pozwolę mu wejść.
Pomyślałem - a może zrobić coś w końcu dla siebie?
W październiku 2015r. zapisałem się na Krav-magę. Od jakiegoś czasu myślałem, aby zacząć coś trenować i ostatecznie wybrałem. Jest to bardzo skuteczna samoobrona. Nieraz potem usłyszałem, że Krav-maga jest bardzo agresywnym sportem. Zawsze wtedy mówiłem i mówię teraz, że agresywny jest ZAWSZE agresor. Obrona musi być po prostu skuteczna!!!
Zaraz po rozpoczęciu treningów poczułem, że tego potrzebowałem. Wróciła kondycja, nabrałem siły i pewności siebie.
Na święta Bożego Narodzenia 2015 postąpiłem inaczej jeśli chodzi o brata. Mianowicie przedzwoniłem do Niego. O dziwo - odebrał ale nie było u mnie euforii, obawy, niepokoju. Może już nie zależało mi na wznowieniu kontaktów z nim a telefon wykonałem machinalnie. Złożyłem mu życzenia i - jak zwykle - zaproponowałem mu spotkanie będąc pewny że odmówi. O dziwo nie odmówił. Powiedział że porozmawia ze swoją partnerką. Potem wysłał mi SMS-a z życzeniami Wigilijnymi, w którym napisał, że skontaktuje się ze mną i umówimy się.
Tak sobie po prostu stwierdził, że może tym razem spotka się ze mną bo taką ma zachciankę, a ja miałem od razu jak piesek wykonać tę jego zachciankę. Ja wcześniej - można powiedzieć - żebrałem o spotkanie z nim od 2011 roku, czyli prawie 5 lat. Kierowała mną jednak ciekawość, jak to się odbędzie. Co z tego spotkania wyniknie.
Ostatecznie do spotkania z jego nową rodziną doszło 2-go stycznia 2016 r. w naszym mieszkaniu. Było dosyć sztucznie, co było w sumie zrozumiałe, ale relacje były poprawne. Nie było ani jednego słowa odnośnie naszych zaszłości.
Za to kilka dni później gruchnęła wiadomość, że jego partnerka wyrzuciła go z domu.
Szedłem wtedy na trening, gdy brat do mnie przedzwonił. Odebrałem oczywiście i brat powiedział mi o tym. Okazało się później że wypił sobie (powiedział potem, że niedużo) i po kłótni jego towarzyszka wyrzuciła go z domu. Dosłownie - wieczorem wyprosiła go z domu i tyle. Nadmienię że styczeń 2016 r. był BARDZO mroźny (w nocy ok. -20 stopni). Tą pierwszą noc pozwoliła mu więc spać w piwnicy, a następnego dnia spakowała go w dwie walizki i oddając mu je zapowiedziała mu, że oczekuje alimentów na ich córkę.
Na drugi dzień po tym jak brat opuścił mieszkanie, przedzwoniła do mnie moja ciocia (siostra rodzona mojej mamy, o której pisałem wcześniej dosyć szczegółowo). Była bardzo oburzona że brat został wyrzucony z mieszkania. Z automatu winą obarczyła partnerkę brata. Ja jednak mocno dystansowałem się od tej sprawy (nie wiedziałem jeszcze wtedy, że powodem był alkohol, chociaż przeczuwałem to). Mówiłem cioci, że nie znam sytuacji i nie wiem kto zawinił. Na to ciocia powiedziała że ona zna sytuację bo rozmawiała z bratem i z jego partnerką. Nie interesowała mnie jednak jej ocena sytuacji. Mówiła mi, że jego Kasia bardzo krzyczała, że to koniec i że brat będzie musiał płacić alimenty na ich córkę. Ja stwierdziłem, że skoro ma z nią córkę, to po rozstaniu jest oczywiste, że alimenty jej się należą, zwłaszcza jeśli okaże się, że brat zawinił. Potem okazało się że pamiętnego wieczora wypił sobie i dlatego "wyleciał" z mieszkania. Po tym, jak usłyszałem o alkoholu, zdecydowanie ustawiłem się po stronie partnerki brata i powiedziałem cioci że z chęcią pomógłbym jej spakować brata, bo to brat postąpił haniebnie. Dziecku niepotrzebny jest czynny alkoholik. Ciocię to mocno zirytowało ale zdania nie zmieniłem i byłem spokojny. Nie dałem się zmanipulować.
Brat szybko znalazł stancję. Po ok. 2 - 3 miesiącach pod pewnymi warunkami pozwoliła mu z powrotem wprowadzić się. Byłem zaskoczony ale w sumie to jej życie. Jest dorosła i zrobiła co uważała. Krótko po jego powrocie, w maju 2016 r. (konkretnie 21 maja) dostaliśmy zaproszenie do ich (jej) mieszkania.
Jak podczas naszej wizyty u nich brat za którymś razem wyszedł na balkon zapalić, to poszedłem za nim i spytałem go wprost czy zechciałby porozmawiać ze mną o tym co było w przeszłości. Powiedział że nie, że teraz to już nie ma sensu.
Zaakceptowałem to - i jak się później okazało - nie była to dobra decyzja.
Po tym spotkaniu do końca roku nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Wymieniliśmy ze sobą życzenia Wigilijne. Potem w lutym 2017 rozmawialiśmy ze sobą telefonicznie, ale nie były to sprawy istotne. Kolejnego SMS-a wysłałem na Wielkanoc a w odezwie Oni zaprosili nas do siebie w Lany Poniedziałek. Relacje były coraz normalniejsze. Brat wcześniej stwierdził, że nie ma sensu rozmawiać o naszej przeszłości a ja to zaakceptowałem. W lipcu (2017 r.) brat miał 43-cie urodziny. Postanowiliśmy z żonką odwiedzić go z tej okazji. Była u niego również jego starsza córka z pierwszego małżeństwa a moja chrześniaczka. Nadmienię, że 18-go sierpnia kończyła Ona 18 lat. Ja o tym oczywiście wiedziałem, natomiast brat chyba obawiał się, iż zapomniałem że zbliża się jej 18-ka. Trzy razy mi to przypominał przy wszystkich (również przy mojej chrześniaczce) aż w końcu zirytowałem się i odpowiedziałem że pamiętam jej datę urodzin i wiem o tych ważnych urodzinach. Brat zapowiedział więc przy niej, że zorganizują jej w sierpniu urodziny na które nas zaproszą. Ucieszyłem się i odpowiedziałem że czekam na zaproszenie i że z chęcią przyjdę.
Potem wydarzyło się coś, czego nie przewidziałem....
Na początek troszkę historii...
Od narodzin chrześniaczki Pauli brat ze swoją byłą żoną sprawiał, że miałem z nią utrudniony kontakt w momencie, kiedy miałem do nich przyjechać. Na urodziny: 1-sze do 5-tych wprawdzie zawsze byłem zapraszany, ale również ZAWSZE było to w niedzielę na 18-tą, czasem na 19-tą. Mieszkałem w miejscowości oddalonej od brata o około 60 km, nie miałem wtedy samochodu. A najważniejsze było to, że miałem synka młodszego o prawie 5 miesięcy od Pauli. Więc fakty były takie: urodziny Pauli powiedzmy o 18-tej, ostatni pociąg powrotny o ok. 20:15. Z małym dzieckiem nie decydowaliśmy się wracać tak późno, a następnego dnia szedłem na 6-tą rano do pracy. Nie jeździliśmy więc do niej, ale zawsze prosiłem go, aby zorganizował urodziny w sobotę, albo chociaż wcześniej w niedzielę. Jak "grochem o ścianę". Okazało się, że brat specjalnie tak planował urodziny, abym nie dał rady przyjechać - oczywiście nie przyznawał się do tego. Pół roku przed 6-mi urodzinami chrześniaczki kupiliśmy samochód i cieszyłem się że w końcu do niej przyjadę. No niestety na 6-te i późniejsze urodziny już nie byłem zapraszany. Po co osoba niepijąca na imprezie, gdzie się pije....
A więc wracając do 18-tych urodzin mojej chrześniaczki - nadszedł w końcu jej dzień urodzin a ja nadal czekałem na obiecane zaproszenie. Prezent już miałem. Z życzeniami czekałem do przyjęcia urodzinowego. Chciałem złożyć jej takie bardziej uroczyste życzenia stojąc przed nią, więc nie dzwoniłem. Brat jednak nie dotrzymał słowa i nie zrobił 18-tych urodzin swojej córce jak obiecał. Mało tego, 9 dni później brat znowu - po tak długim czasie - syknął jadem.
Muszę złożyć SMS-y więc niedługo się odezwę...
Ale nie umartwiam się :-)
Sytuacja z bratem, to w końcu jakiś epizod w moim życiu. Radość życia czerpię z innych rzeczy - przede wszystkim myślę tu o rodzinie i trójce dzieci.
Poza tym, jak widać z poprzedniego postu, w roku 2015 nie miałem zbyt dużo do czynienia z bratem. Dużo zmieniło się w grudniu 2015 r. ale o tym za chwilę. Wiedziałem jedno: poczucia winy już brat we mnie nie wzbudzi, a sobie na głowę nie pozwolę mu wejść.
Pomyślałem - a może zrobić coś w końcu dla siebie?
W październiku 2015r. zapisałem się na Krav-magę. Od jakiegoś czasu myślałem, aby zacząć coś trenować i ostatecznie wybrałem. Jest to bardzo skuteczna samoobrona. Nieraz potem usłyszałem, że Krav-maga jest bardzo agresywnym sportem. Zawsze wtedy mówiłem i mówię teraz, że agresywny jest ZAWSZE agresor. Obrona musi być po prostu skuteczna!!!
Zaraz po rozpoczęciu treningów poczułem, że tego potrzebowałem. Wróciła kondycja, nabrałem siły i pewności siebie.
Na święta Bożego Narodzenia 2015 postąpiłem inaczej jeśli chodzi o brata. Mianowicie przedzwoniłem do Niego. O dziwo - odebrał ale nie było u mnie euforii, obawy, niepokoju. Może już nie zależało mi na wznowieniu kontaktów z nim a telefon wykonałem machinalnie. Złożyłem mu życzenia i - jak zwykle - zaproponowałem mu spotkanie będąc pewny że odmówi. O dziwo nie odmówił. Powiedział że porozmawia ze swoją partnerką. Potem wysłał mi SMS-a z życzeniami Wigilijnymi, w którym napisał, że skontaktuje się ze mną i umówimy się.
Tak sobie po prostu stwierdził, że może tym razem spotka się ze mną bo taką ma zachciankę, a ja miałem od razu jak piesek wykonać tę jego zachciankę. Ja wcześniej - można powiedzieć - żebrałem o spotkanie z nim od 2011 roku, czyli prawie 5 lat. Kierowała mną jednak ciekawość, jak to się odbędzie. Co z tego spotkania wyniknie.
Ostatecznie do spotkania z jego nową rodziną doszło 2-go stycznia 2016 r. w naszym mieszkaniu. Było dosyć sztucznie, co było w sumie zrozumiałe, ale relacje były poprawne. Nie było ani jednego słowa odnośnie naszych zaszłości.
Za to kilka dni później gruchnęła wiadomość, że jego partnerka wyrzuciła go z domu.
Szedłem wtedy na trening, gdy brat do mnie przedzwonił. Odebrałem oczywiście i brat powiedział mi o tym. Okazało się później że wypił sobie (powiedział potem, że niedużo) i po kłótni jego towarzyszka wyrzuciła go z domu. Dosłownie - wieczorem wyprosiła go z domu i tyle. Nadmienię że styczeń 2016 r. był BARDZO mroźny (w nocy ok. -20 stopni). Tą pierwszą noc pozwoliła mu więc spać w piwnicy, a następnego dnia spakowała go w dwie walizki i oddając mu je zapowiedziała mu, że oczekuje alimentów na ich córkę.
Na drugi dzień po tym jak brat opuścił mieszkanie, przedzwoniła do mnie moja ciocia (siostra rodzona mojej mamy, o której pisałem wcześniej dosyć szczegółowo). Była bardzo oburzona że brat został wyrzucony z mieszkania. Z automatu winą obarczyła partnerkę brata. Ja jednak mocno dystansowałem się od tej sprawy (nie wiedziałem jeszcze wtedy, że powodem był alkohol, chociaż przeczuwałem to). Mówiłem cioci, że nie znam sytuacji i nie wiem kto zawinił. Na to ciocia powiedziała że ona zna sytuację bo rozmawiała z bratem i z jego partnerką. Nie interesowała mnie jednak jej ocena sytuacji. Mówiła mi, że jego Kasia bardzo krzyczała, że to koniec i że brat będzie musiał płacić alimenty na ich córkę. Ja stwierdziłem, że skoro ma z nią córkę, to po rozstaniu jest oczywiste, że alimenty jej się należą, zwłaszcza jeśli okaże się, że brat zawinił. Potem okazało się że pamiętnego wieczora wypił sobie i dlatego "wyleciał" z mieszkania. Po tym, jak usłyszałem o alkoholu, zdecydowanie ustawiłem się po stronie partnerki brata i powiedziałem cioci że z chęcią pomógłbym jej spakować brata, bo to brat postąpił haniebnie. Dziecku niepotrzebny jest czynny alkoholik. Ciocię to mocno zirytowało ale zdania nie zmieniłem i byłem spokojny. Nie dałem się zmanipulować.
Brat szybko znalazł stancję. Po ok. 2 - 3 miesiącach pod pewnymi warunkami pozwoliła mu z powrotem wprowadzić się. Byłem zaskoczony ale w sumie to jej życie. Jest dorosła i zrobiła co uważała. Krótko po jego powrocie, w maju 2016 r. (konkretnie 21 maja) dostaliśmy zaproszenie do ich (jej) mieszkania.
Jak podczas naszej wizyty u nich brat za którymś razem wyszedł na balkon zapalić, to poszedłem za nim i spytałem go wprost czy zechciałby porozmawiać ze mną o tym co było w przeszłości. Powiedział że nie, że teraz to już nie ma sensu.
Zaakceptowałem to - i jak się później okazało - nie była to dobra decyzja.
Po tym spotkaniu do końca roku nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Wymieniliśmy ze sobą życzenia Wigilijne. Potem w lutym 2017 rozmawialiśmy ze sobą telefonicznie, ale nie były to sprawy istotne. Kolejnego SMS-a wysłałem na Wielkanoc a w odezwie Oni zaprosili nas do siebie w Lany Poniedziałek. Relacje były coraz normalniejsze. Brat wcześniej stwierdził, że nie ma sensu rozmawiać o naszej przeszłości a ja to zaakceptowałem. W lipcu (2017 r.) brat miał 43-cie urodziny. Postanowiliśmy z żonką odwiedzić go z tej okazji. Była u niego również jego starsza córka z pierwszego małżeństwa a moja chrześniaczka. Nadmienię, że 18-go sierpnia kończyła Ona 18 lat. Ja o tym oczywiście wiedziałem, natomiast brat chyba obawiał się, iż zapomniałem że zbliża się jej 18-ka. Trzy razy mi to przypominał przy wszystkich (również przy mojej chrześniaczce) aż w końcu zirytowałem się i odpowiedziałem że pamiętam jej datę urodzin i wiem o tych ważnych urodzinach. Brat zapowiedział więc przy niej, że zorganizują jej w sierpniu urodziny na które nas zaproszą. Ucieszyłem się i odpowiedziałem że czekam na zaproszenie i że z chęcią przyjdę.
Potem wydarzyło się coś, czego nie przewidziałem....
Na początek troszkę historii...
Od narodzin chrześniaczki Pauli brat ze swoją byłą żoną sprawiał, że miałem z nią utrudniony kontakt w momencie, kiedy miałem do nich przyjechać. Na urodziny: 1-sze do 5-tych wprawdzie zawsze byłem zapraszany, ale również ZAWSZE było to w niedzielę na 18-tą, czasem na 19-tą. Mieszkałem w miejscowości oddalonej od brata o około 60 km, nie miałem wtedy samochodu. A najważniejsze było to, że miałem synka młodszego o prawie 5 miesięcy od Pauli. Więc fakty były takie: urodziny Pauli powiedzmy o 18-tej, ostatni pociąg powrotny o ok. 20:15. Z małym dzieckiem nie decydowaliśmy się wracać tak późno, a następnego dnia szedłem na 6-tą rano do pracy. Nie jeździliśmy więc do niej, ale zawsze prosiłem go, aby zorganizował urodziny w sobotę, albo chociaż wcześniej w niedzielę. Jak "grochem o ścianę". Okazało się, że brat specjalnie tak planował urodziny, abym nie dał rady przyjechać - oczywiście nie przyznawał się do tego. Pół roku przed 6-mi urodzinami chrześniaczki kupiliśmy samochód i cieszyłem się że w końcu do niej przyjadę. No niestety na 6-te i późniejsze urodziny już nie byłem zapraszany. Po co osoba niepijąca na imprezie, gdzie się pije....
A więc wracając do 18-tych urodzin mojej chrześniaczki - nadszedł w końcu jej dzień urodzin a ja nadal czekałem na obiecane zaproszenie. Prezent już miałem. Z życzeniami czekałem do przyjęcia urodzinowego. Chciałem złożyć jej takie bardziej uroczyste życzenia stojąc przed nią, więc nie dzwoniłem. Brat jednak nie dotrzymał słowa i nie zrobił 18-tych urodzin swojej córce jak obiecał. Mało tego, 9 dni później brat znowu - po tak długim czasie - syknął jadem.
Muszę złożyć SMS-y więc niedługo się odezwę...
niedziela, 15 października 2017
Kolejne huśtawki (lata: 2014 - 2015)
c.d.
Ostatecznie listu nie napisałem...
Za to brat chwilę po ostatnim SMS-ie wysłał kolejnego zaczepnego:
"Witaj. Myślałem ze Dasz jakaś odpowiedz skoro tak bardzo chcesz żeby było między nami Dobrze."
Zaraz potem miałem urodziny i jak gdyby nic wysłał mi życzenia.
Kolejnego SMS-a dostałem nieco ponad 4 miesiące później (w styczniu 2014 r.) z życzeniami imieninowymi.
I kolejnego z nowym numerem telefonu.
Piszę o wydarzeniach sprzed prawie czerech lat ale pamiętam je, jakby to było wczoraj. Dodatkowo mam pełne archiwum SMS-ów od brata, z którego również korzystam pisząc tego posta.
Po otrzymaniu tak rozbieżnych informacji znowu nerw mnie chwycił i odpisałem mu:
"Witaj bracie, zaskakujesz mnie swoimi SMS-ami. Z jednej strony nazywasz mnie złodziejem i traktujesz mnie jak złodzieja, z drugiej życzysz mi szczęścia, pogody ducha i miłości. Określ się proszę. Ja z Tobą chce kontaktu ale Ty to ciągle odrzucasz. Próbujesz poruszać temat już dawno przeze mnie zamknięty. Nic Ci nie jestem winny. Mimo wszystko dziękuję za te numery tel. i życzę Ci abyś był szczęśliwy. A na kontakt i spotkanie z Tobą cały czas czekam."
No i jego typowa SMS-ówka:
"Dużo myślałem. Dla Ciebie sprawa jest zamknięta. Dla mnie nie. Tu już nie chodzi o pieniądze! Więc już nie będę pisał do Ciebie. Teraz się właśnie określiłem."
Nigdy nie napisał, że nie uważa mnie za złodzieja. NIGDY!!!
Potem od stycznia 2014 r. w zasadzie nie miałem z bratem kontaktu i żyłem sobie w spokoju. Próbowałem dzwonić do niego na urodziny, imieniny i Wigilię 2014 r. ale nie odbierał telefonów. Na Nowy Rok 2014/2015 wysłał mi MMS-a, ale ja nie miałem wtedy pakietu internetowego i nie mogłem tego MMS-a odebrać
Oto moja korespondencja z nim:
2015-styczeń
Ja:
Hej, szczęśliwego Nowego Roku! Wysłałeś mi MMS-a , a ja mam problem z odbiorem takich wiadomości. Próbowałem oddzwonić ale nie odbierasz ode mnie telefonów. Tak było przy Twoich urodzinach, imieninach, Wigilii. Może zaczniesz odbierać telefony ode mnie? Pozdrawiam
Brat:
Cześć. Nie odebrałem tel w urodziny bo bylem na wczasach za granica. W imieniny to nie miałem tel. A w wigilie i wczoraj nie odebrałem bo......! Hm. Bo w 2010 dwa razy nie odebrałem tel i podniosłem "kare". Dlatego myślę ze nie będę odbierał od Ciebie telefonów bo trzymam się tej "kary". Dla Ciebie to jest zamknięty temat. Dla mnie nie. Jeśli u Ciebie kasa bierze górę niż rodzina to rozumiem to. Twoje życie Twoje wybory. Ja myślę inaczej. Mam dużo dylematów i uciech z którymi chciałbym z Tobą porozmawiać. Ale nie potrafię. Wybacz. Mi już w sumie zbytnio nie zależy na tych pieniądzach i nie liczę już nawet na nie, chodzi mi o Twoje zachowanie w jaki sposób postąpiłeś ze mną. Nie będę pisał więcej bo nie chce być niemiły.
Ja:
Jeśli chcesz mi coś powiedzieć to po prostu spotkajmy się. SMS-em niczego nie rozwiążemy. Ty powiedziałeś wiele slow, ja powiedziałem wiele slow. Jedynym rozwiązaniem jest rozmowa - najlepiej w cztery oczy - w czasie której zdecydujemy czy damy rade dogadać się ze sobą, czy zrywamy kontakty.
Jeszcze jedno, nie ukarzesz mnie, jeśli nie zdecydujesz się na to spotkanie. Zycie jest tak krótkie że nie warto tracić czasu na takie rzeczy, bo nie wiadomo co nas jutro spotka. Ja Ciebie zawsze będę kochał!!!
Kiedy może - kąsa. Nie spotka się, nie wytłumaczy merytorycznie swoich racji tylko z podkulonym ogonem śle swoje beznadziejne SMS-y. Jest zupełnie niereformowalny. Ja do niego ciągle z otwartymi rękami a on.... proszę bardzo - kolejne SMS-y:
2015-czerwiec
Brat:
Fajnie to tak nie mieć brata ? A to za te marne grosze! Może daj sygnał dla swojej chrześniaczki Bo Paula nie wie o Twoim istnieniu
Ja:
Poczytaj moje wcześniejsze SMS-Y a potem mniej pretensje. To Ty mnie w końcu olałes. Ja ciągle jestem otwarty na spotkanie. SMS-AMI takich spraw nie będę załatwiał.
Brat:
Czytałem. Paula się pyta o Ciebie ale ja jej mowie ze nie mam brata Ze wybrał kasę Bez odzewu
Ja:
Ty moralny człowieku, niedobrze mi jak czytam te Twoje żałosne próby wzbudzenia we mnie poczucia winy. Tyle razy oskarżałeś mnie, obrażałeś, pomawiałeś, oczerniałeś i uważasz ze jesteś w porządku? To ja powinienem żądać przeprosin. Proponuję jednak spotkanie. A Ty co - tylko SMS-Y jałowe wysyłasz. Teraz Paulą się zasłaniasz. To żałosne. A może dla odmiany spotkamy się. Może w końcu odważysz się. Nie bój się - nie przyniosę ze sobą historii rachunku ojca aby prawdą Cię nie kolić. Piłka jest ciągle po Twojej stronie. Zachowaj się w końcu jak facet!
Istna ruletka. Oczywiście nie odpowiedział ...
Ja natomiast jak gdyby nigdy nic wysłałem mu życzenia:
2015-Wrzesień
Ja:
Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, zdrowia, miłości, pogody ducha i optymizmu!!! ☺
Podziękował, a następnie:
Brat:
Jeszcze raz dziękuję. Nie napisałem Ci życzeń na Twoje urodziny bo Ty mi nie wysłałeś na moje i pisałeś na Wielkanoc ze dość kontaktu. Ale dziękuję i pozdrawiam
Ja:
Nie mam żadnego SMS-a z okolic Wielkanocy. Poza tym nigdy nie napisałem że nie chcę z Tobą mieć kontaktu. Ja ciągle wyciągam rękę do Ciebie a to Ty ją ciągle odtrącasz. W lipcu miałem swoją kumulację problemów i po prostu zapomniałem. Sorki. Pozdrawiam
Brat:
No ja mam ale mniejsza o większość. To szczegół. Bardzo mocno biorę pod uwagę spotkanie ale moze jeszcze nie teraz
Ja:
Spoko, ja ciągle i nieustannie czekam.
Jak zwykle - on we mnie kwasem, a ja z wyciągniętą ręką. To już zaczęło być idiotyczne - te moje próby kontaktu ...
Oczywiście nie było żadnego SMS-a ode mnie, że nie chcę już kontaktów z bratem. Jak pisałem wcześniej - mam pełne archiwum SMS-ów od i do niego.
Spisując to wszystko, cytując SMS-y i dodając komentarze robię to po to aby mieć jakieś archiwum, jakąś pamiątkę tego co się działo w przeszłości m. in. między mną i bratem. On bardzo zakłamuje historię, a czytając te zapiski będę mógł przypomnieć sobie te przykre, ale w końcu prawdziwe fakty i chwile z tamtego okresu.
Brat ZAWSZE był i jest roszczeniowy. Kiedy chce "jeździ" po mnie. Nie dobiera słów tylko wypuszcza jadowite SMS-y, które zatruwają tę więź braterską, którą nadal na tamtą chwilę czułem do Niego. Miałem jednak coraz mniej siły, coraz mniejszą ochotę na to, aby odnowić nasze relacje. Całkowicie straciłem do Niego zaufanie. Mam swój honor, a On naciągnął go do granic możliwości.
(c.d. w kolejnym poście)
Ostatecznie listu nie napisałem...
Za to brat chwilę po ostatnim SMS-ie wysłał kolejnego zaczepnego:
"Witaj. Myślałem ze Dasz jakaś odpowiedz skoro tak bardzo chcesz żeby było między nami Dobrze."
Zaraz potem miałem urodziny i jak gdyby nic wysłał mi życzenia.
Kolejnego SMS-a dostałem nieco ponad 4 miesiące później (w styczniu 2014 r.) z życzeniami imieninowymi.
I kolejnego z nowym numerem telefonu.
Piszę o wydarzeniach sprzed prawie czerech lat ale pamiętam je, jakby to było wczoraj. Dodatkowo mam pełne archiwum SMS-ów od brata, z którego również korzystam pisząc tego posta.
Po otrzymaniu tak rozbieżnych informacji znowu nerw mnie chwycił i odpisałem mu:
"Witaj bracie, zaskakujesz mnie swoimi SMS-ami. Z jednej strony nazywasz mnie złodziejem i traktujesz mnie jak złodzieja, z drugiej życzysz mi szczęścia, pogody ducha i miłości. Określ się proszę. Ja z Tobą chce kontaktu ale Ty to ciągle odrzucasz. Próbujesz poruszać temat już dawno przeze mnie zamknięty. Nic Ci nie jestem winny. Mimo wszystko dziękuję za te numery tel. i życzę Ci abyś był szczęśliwy. A na kontakt i spotkanie z Tobą cały czas czekam."
No i jego typowa SMS-ówka:
"Dużo myślałem. Dla Ciebie sprawa jest zamknięta. Dla mnie nie. Tu już nie chodzi o pieniądze! Więc już nie będę pisał do Ciebie. Teraz się właśnie określiłem."
Nigdy nie napisał, że nie uważa mnie za złodzieja. NIGDY!!!
Potem od stycznia 2014 r. w zasadzie nie miałem z bratem kontaktu i żyłem sobie w spokoju. Próbowałem dzwonić do niego na urodziny, imieniny i Wigilię 2014 r. ale nie odbierał telefonów. Na Nowy Rok 2014/2015 wysłał mi MMS-a, ale ja nie miałem wtedy pakietu internetowego i nie mogłem tego MMS-a odebrać
Oto moja korespondencja z nim:
2015-styczeń
Ja:
Hej, szczęśliwego Nowego Roku! Wysłałeś mi MMS-a , a ja mam problem z odbiorem takich wiadomości. Próbowałem oddzwonić ale nie odbierasz ode mnie telefonów. Tak było przy Twoich urodzinach, imieninach, Wigilii. Może zaczniesz odbierać telefony ode mnie? Pozdrawiam
Brat:
Cześć. Nie odebrałem tel w urodziny bo bylem na wczasach za granica. W imieniny to nie miałem tel. A w wigilie i wczoraj nie odebrałem bo......! Hm. Bo w 2010 dwa razy nie odebrałem tel i podniosłem "kare". Dlatego myślę ze nie będę odbierał od Ciebie telefonów bo trzymam się tej "kary". Dla Ciebie to jest zamknięty temat. Dla mnie nie. Jeśli u Ciebie kasa bierze górę niż rodzina to rozumiem to. Twoje życie Twoje wybory. Ja myślę inaczej. Mam dużo dylematów i uciech z którymi chciałbym z Tobą porozmawiać. Ale nie potrafię. Wybacz. Mi już w sumie zbytnio nie zależy na tych pieniądzach i nie liczę już nawet na nie, chodzi mi o Twoje zachowanie w jaki sposób postąpiłeś ze mną. Nie będę pisał więcej bo nie chce być niemiły.
Ja:
Jeśli chcesz mi coś powiedzieć to po prostu spotkajmy się. SMS-em niczego nie rozwiążemy. Ty powiedziałeś wiele slow, ja powiedziałem wiele slow. Jedynym rozwiązaniem jest rozmowa - najlepiej w cztery oczy - w czasie której zdecydujemy czy damy rade dogadać się ze sobą, czy zrywamy kontakty.
Jeszcze jedno, nie ukarzesz mnie, jeśli nie zdecydujesz się na to spotkanie. Zycie jest tak krótkie że nie warto tracić czasu na takie rzeczy, bo nie wiadomo co nas jutro spotka. Ja Ciebie zawsze będę kochał!!!
Kiedy może - kąsa. Nie spotka się, nie wytłumaczy merytorycznie swoich racji tylko z podkulonym ogonem śle swoje beznadziejne SMS-y. Jest zupełnie niereformowalny. Ja do niego ciągle z otwartymi rękami a on.... proszę bardzo - kolejne SMS-y:
2015-czerwiec
Brat:
Fajnie to tak nie mieć brata ? A to za te marne grosze! Może daj sygnał dla swojej chrześniaczki Bo Paula nie wie o Twoim istnieniu
Ja:
Poczytaj moje wcześniejsze SMS-Y a potem mniej pretensje. To Ty mnie w końcu olałes. Ja ciągle jestem otwarty na spotkanie. SMS-AMI takich spraw nie będę załatwiał.
Brat:
Czytałem. Paula się pyta o Ciebie ale ja jej mowie ze nie mam brata Ze wybrał kasę Bez odzewu
Ja:
Ty moralny człowieku, niedobrze mi jak czytam te Twoje żałosne próby wzbudzenia we mnie poczucia winy. Tyle razy oskarżałeś mnie, obrażałeś, pomawiałeś, oczerniałeś i uważasz ze jesteś w porządku? To ja powinienem żądać przeprosin. Proponuję jednak spotkanie. A Ty co - tylko SMS-Y jałowe wysyłasz. Teraz Paulą się zasłaniasz. To żałosne. A może dla odmiany spotkamy się. Może w końcu odważysz się. Nie bój się - nie przyniosę ze sobą historii rachunku ojca aby prawdą Cię nie kolić. Piłka jest ciągle po Twojej stronie. Zachowaj się w końcu jak facet!
Istna ruletka. Oczywiście nie odpowiedział ...
Ja natomiast jak gdyby nigdy nic wysłałem mu życzenia:
2015-Wrzesień
Ja:
Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, zdrowia, miłości, pogody ducha i optymizmu!!! ☺
Podziękował, a następnie:
Brat:
Jeszcze raz dziękuję. Nie napisałem Ci życzeń na Twoje urodziny bo Ty mi nie wysłałeś na moje i pisałeś na Wielkanoc ze dość kontaktu. Ale dziękuję i pozdrawiam
Ja:
Nie mam żadnego SMS-a z okolic Wielkanocy. Poza tym nigdy nie napisałem że nie chcę z Tobą mieć kontaktu. Ja ciągle wyciągam rękę do Ciebie a to Ty ją ciągle odtrącasz. W lipcu miałem swoją kumulację problemów i po prostu zapomniałem. Sorki. Pozdrawiam
Brat:
No ja mam ale mniejsza o większość. To szczegół. Bardzo mocno biorę pod uwagę spotkanie ale moze jeszcze nie teraz
Ja:
Spoko, ja ciągle i nieustannie czekam.
Jak zwykle - on we mnie kwasem, a ja z wyciągniętą ręką. To już zaczęło być idiotyczne - te moje próby kontaktu ...
Oczywiście nie było żadnego SMS-a ode mnie, że nie chcę już kontaktów z bratem. Jak pisałem wcześniej - mam pełne archiwum SMS-ów od i do niego.
Spisując to wszystko, cytując SMS-y i dodając komentarze robię to po to aby mieć jakieś archiwum, jakąś pamiątkę tego co się działo w przeszłości m. in. między mną i bratem. On bardzo zakłamuje historię, a czytając te zapiski będę mógł przypomnieć sobie te przykre, ale w końcu prawdziwe fakty i chwile z tamtego okresu.
Brat ZAWSZE był i jest roszczeniowy. Kiedy chce "jeździ" po mnie. Nie dobiera słów tylko wypuszcza jadowite SMS-y, które zatruwają tę więź braterską, którą nadal na tamtą chwilę czułem do Niego. Miałem jednak coraz mniej siły, coraz mniejszą ochotę na to, aby odnowić nasze relacje. Całkowicie straciłem do Niego zaufanie. Mam swój honor, a On naciągnął go do granic możliwości.
(c.d. w kolejnym poście)
środa, 4 września 2013
I minął kolejny rok.....
Coś nietęgo z moją mobilizacją, skoro odzywam się ponownie
po niespełna roku. Zastanawiałem się nawet, dlaczego nic nie pisałem, i
dlaczego nagle teraz ponownie poczułem potrzebę popisania. Powód jest prosty.
Spokój. Spokój i tylko typowe problemy życia codziennego.
W styczniu 2013 spotkałem się ze starszą córką brata (moją
chrześniaczką). Jego córka chciała mnie odwiedzić i brat poinformował mnie
wtedy o tym SMS-em. Pojechałem po nią i spędziłem z nią
trochę czasu w moim mieszkaniu. Potem brat ją odebrał.
Później brat tylko raz próbował dać mi do zrozumienia, że
dalej ma mi za złe to jak załatwiona została sprawa spadku po naszych
rodzicach. Po krótce to opiszę:
11-go września 1012 urodziła mu się córeczka (Amelka). Jest
to owoc nowego związku, w którym jest
mój brat. O narodzinach poinformował mnie oczywiście swoim nieśmiertelnym SMS-em. Pojawił się u mnie
wtedy jakiś niepokój, bo to dzieciątko od początku będzie w związku, w którym
rodzic jest alkoholikiem – alkoholikiem który nie uczęszcza na terapię AA. Ale
cóż, świata nie zbawię….
Przed Wielkanocą 2013 dostaliśmy od brata zaproszenie na
chrzest jego córki. Pomyślałem, że może coś się zacznie… Może podejdziemy w
końcu do sprawy jak dorośli ludzie. Zaproszenie było na 7-go kwietnia 2013. W tym
dniu, w trakcie ubierania dzieci moja córeczka powiedziała, że jest jej ciepło
w oczy. Okazało się, że ma gorączkę ponad 38⁰C. Krótka rozmowa z żonką i
postanowiliśmy, że sam pojadę aby nie zarazić jego Amelki. Na miejscu okazało
się, że przyjechała ciocia (siostra rodzona mojej mamy, o której wcześniej
pisałem) i wujek (A) ze swoją żoną, ten który wcześniej w październiku 2010r.
odwiózł brata do ośrodka, plus oczywiście liczna rodzina ze strony jego nowej
towarzyszki życia. Powiedziałem dlaczego sam przyjechałem i myślałem że wszyscy
to zrozumieli (jak się potem okazało wszyscy poza moim bratem, co opiszę
później). Wujek jeszcze przed mszą wziął mnie na bok i dużo mi o moim bracie
powiedział. Powiedział to, co podejrzewałem, czyli że po wyjściu z ośrodka
zajął się bratem i pomógł mu znaleźć pracę. Brat jak poczuł „twardy grunt” pod
nogami, to zaczął pokazywać rogi. Zbywał jego rady odnośnie pójścia na terapię
AA i na koniec brat dał wyraźnie wujkowi do zrozumienia, że sam będzie dalej
decydował o swoim życiu i że wujek nie jest potrzebny (jakby to ująć: Kali
zrobił swoje, Kali może odejść). Wujek powiedział mi również, że jak brat poznał
dziewczynę przez internet i koniec końców zamieszkał u niej, to nie mógł w
ogóle już do niego dotrzeć. Wujek zdziwił się mocno, że brat mnie zaprosił, bo
jego zdaniem (moim zresztą również) powinniśmy sobie na początek wszystko
wyjaśnić. Ja mu oczywiście przytaknąłem, ale powiedziałem mu wtedy, że może On
również zaczyna szukać kontaktu ze mną…
Po mszy zaproszeni zostaliśmy na poczęstunek. Zapytałem brata
czy naprawdę chce, abym pojawił się na tym poczęstunku. Odpowiedział, że tak.
Pojechałem więc. Nic szczególnego nie pojawiło się w trakcie poczęstunku.
Dopiero po wszystkim jego Kasia powiedziała mi, że z chęcią spotkałaby się z
moją rodziną. Powiedziałem jej, że zobaczę co na to mój brat. I cóż, podszedłem
do niego i zapytałem go, czy coś się rozpocznie między nami. Powiedział, że nie
chce tego, że nie chce jeszcze wchodzić w żadne relacje ze mną. Odpowiedziałem
mu, że jak uważa, oraz że nie rozumiem, po co mnie zaprosił – po czym
odszedłem. Następnie przekazałem wujkowi
i cioci (siostrze mojej mamy) wynik mojej krótkiej i żenującej rozmowy z bratem
– czyli to że brat nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów i wyszedłem z
lokalu. Zacząłem współczuć jego nowej towarzyszce życia i ich córeczce, bo
zawziętość brata jest niesamowita. Jak bardzo tkwi On wciąż w tej swojej iluzji
zaprzeczeń, jeszcze z silną motywacją do tego aby nie pić – ale bez żadnej
terapii. A przecież jest alkoholikiem i dodatkowo DDA.
Ponowny spokój do wakacji. W wakacje 2013r. wybraliśmy się na
południe Polski do mojej rodziny od strony ojca. Mieszka tam brat rodzony
mojego dziadka (81 lat) z żoną (71 lat), oraz dwójka ich dzieci (córka i syn),
już dorosłych i w swoich związkach, a więc:
- córka (starsza), która jest chrześniaczką mojego ojca. Ma
męża i dorosłą córkę która mieszka w Anglii.
- syn, który ma żonę i trójkę dzieci
Brat mojego dziadka jest romantykiem, osobą, która
przywiązuje bardzo dużą wagę do rodziny, do swoich korzeni. Bardzo bolała go
sytuacja pomiędzy mną i moim bratem. Nie rozumiał jak do tego mogło dojść. Mnie
osobiście zdziwiło, że wujek wie o relacji między mną i moim bratem. Czyli
zostałem już przez brata podsumowany również w tej rodzinie. Rodzina ta jednak
nie dała mi odczuć, że są przeciwko mnie. Chytry plan brata nie powiódł się
więc. Opowiedziałem wujkowi jak sprawy się miały i mają. Opisywałem to operując
faktami. Starałem się mówić obiektywnie. Jechałem po sobie i po nim. U mnie
główną rzeczą było to, że faktycznie umówiłem się z bratem, iż dorzucę mu 15tyś
złotych po sprzedaży mieszkania (czyli że podzielimy się następująco: 90tyś
brat i 60tyś ja). Zataiłem fakt, że brat okradł naszego ojca na minimum 7700zł (tyle
mam udokumentowane z historii bankowej z rachunku ojca). Dałem szansę wujkowi
na własną ocenę sytuacji. Zanim opowiedziałem mu wszystko, to twierdził że
przeważnie wina tkwi pośrodku. Jednak po całym opisie sytuacji powiedział z
uśmiechem na twarzy, że jest to moja wina. Zatkało mnie, ale wujek mówił dalej.
Jest to moja wina, bo nie piłem z rodzicami i z bratem. Dopiero zrozumiałem
sarkazm w jego słowach. Ale wujek nie przerywał. Mówił dalej że całe pokolenia
mojej rodziny piły i traciły swoje majątki, że alkohol był przyczyną wielu
tragedii a mój brat jest tego bardzo wyrazistym przykładem. Przez alkohol o
mało nie stracił mieszkania, na które komornik chciał wejść 2 dni po jego
sprzedaży. Jednocześnie bardzo cieszyło go, że ja nie piję i że mam fajną
rodzinkę (z czym zgadzam się w 100 %). Wujek pokazał mi swoje drzewo
genealogiczne (czyli również moje) oraz spisaną historię mojego rodu. Ogólnie
było bardzo miło i cieszę się że ich odwiedziłem. Na kilka dni przed
odwiedzinami brat dowiedział się, że do nich przyjeżdżam i byłem ciekawy co z
tego wyniknie (przy okazji dowiedziałem się, że jest w Holandii). I nie
pomyliłem się. W czasie rozmów z wujkiem kilkakrotnie zapewniałem go, że bardzo
szukałem kontaktu z bratem, ale On stanowczo odmawiał. Wyraziłem tylko
nadzieję, że kiedyś to nastąpi i że ja cały czas na to czekam.
Po naszym wyjeździe brat przedzwonił do wujka. To co zrobił
jednak, to była wielka bezczelność!!! Powiedział mianowicie, że to ja się
odciąłem od niego a on szuka kontaktu ze mną. Dowodem na to (tak mówił) było zaproszenie na
chrzest, które do nas wysłał. Powiedział, że moja żonka nie chciała przyjechać
i została w domu (mój komentarz: córka moja dostała wtedy temperatury i żonka została
wtedy z dziećmi w domu, co opisałem wcześniej). Wujek jest bardzo chory (4 czy
5 razy był już w stanie śmierci klinicznej z powodu dużej wady serca), ale brat
na to nie patrzy. On ma być ten dobry – nieważne jakich użyje środków. Tak
jakby wychodził z założenia: CEL UŚWIĘCA ŚRODKI. Ogarnęła mnie słuszna złość.
Obiecaliśmy wujkowi, że jeszcze raz ponowię próbę nawiązania z nim kontaktu.
Telefon miał jednak wyłączony. Przypomniałem sobie że jest w Holandii.
Przedzwoniłem do jego Kasi, przedstawiłem się
i powiedziałem że po raz kolejny chciałbym spróbować odnowić kontakt z
bratem ale nie mam do niego telefonu (w Holandii miał inny numer). Wyczułem, że
ucieszyła się i powiedziała że namówi go, aby spotkał się ze mną. Tego samego
dnia otrzymałem od niego SMS-a (wysłał go po godz. 22). Odczytałem go przed
godz. 23-cią i dużą część nocy miałem popsutą.
Oto jego treść:
Witaj.
Tu (imię brata).
Kasia do mnie dzwoniła
ze Ty do niej Dzwoniłeś. Chciałbym Ci powiedzieć bo może nie pamiętasz Ale
wtedy będziemy mogli się spotykać i zachowywać jak prawdziwi Bracia jeżeli
oddasz lub zaczniesz mi spłacać te 20 tyś które bardzo dawno temu mi obiecałeś.
Jeżeli nie będę widział jakiś ruchów na moim koncie albo jakiejś deklaracji od
Ciebie to nasze stosunki będą bez zmian.
PS Kochajmy się jak
bracia Ale liczmy się jak żydzi.
Upewniłem się, że sposób jego myślenia jest chory. Jego zawiść i
zawziętość zaślepiła go.
Dalej rości sobie prawo do większych pieniędzy po spadku. I
chyba zaczął naliczać odsetki. Przecież powiedziałem mu w dniu 05.07.2010r. że
dam mu ze spadku 15tyś na długi których narobił. Z tego
jednak trzeba było do Urzędu Skarbowego oddać 3000zł, więc tak naprawdę byłoby
to 12tyś. Na terapii skutecznie mi to wybili jednak z głowy (więcej w zakładce
"O sobie"). A tu nagle w SMS-ie pojawia się kwota 20tyś.
Brat za kilka dni będzie w Polsce, bo przyjedzie na urodziny
swojej córki. Myślę o napisaniu do niego listu – ostatniego listu.
C.d. w poście "Kolejne huśtawki (lata: 2014 - 2015)"……
piątek, 28 września 2012
Co tam u mnie......
Powinienem częściej opiekować się moim blogiem, ale moje 3-letnie bliźnięta skutecznie mi to "ułatwiają inaczej". Mimo to będę mobilizował się, aby pisać. Chciałbym swoje wspomnienia ocalić od zapomnienia. Nie chcę ich zamykać, nie chcę zakopywać gdzieś głęboko i nie chcę o nich zapomnieć - mimo wszystko. Teraz wiem, że to nie jest wyjście z sytuacji, bo jeśli zapomnienie o tych złych wspomnieniach ma pomagać w życiu DDA, to dlaczego ludzie DDA trafiają na terapię, dlaczego ja tam trafiłem? Przecież wydawało mi się, że zapomniałem. NIE - trzeba zmierzyć się z tym. To takie właśnie podejście pomaga, mi pomogło. Mam towarzyszkę życia, która to rozumie, mam FANTASTYCZNE dzieciaczki, i jestem po terapii, która pomogła mi. Brat mój wysłał mi w tym roku dwa SMS-y: na moje imieniny i z informacją, że urodziło mu się dziecko. Czułem, że próbował wzbudzić we mnie poczucie winy - zwłaszcza SMS-em o dziecku (ja mu wysłałem też SMS-y na jego święta). Raz zaproponowałem mu spotkanie ale odmówił. Jest mi przykro że odmówił, oraz że puszczał mi dziwne SMS-y ale w moich uczuciach - poza uczuciem smutku i zrezygnowania - nie było złości, nie miałem poczucia winy. Ja za nim tęsknię, kocham Go (przecież po śmierci rodziców tylko On mi pozostał), ale jednocześnie w pełni akceptuję jego dorosłość. Postanowił odsunąć się ode mnie i ja to przyjmuję do wiadomości. Jak napisałem, jest dorosły. A mój smutek jest jest chyba jak najbardziej na miejscu i nie będę walczył z tym uczuciem. Na terapii jeszcze powiedziano mi, że moja wrażliwość jest dosyć duża i to jest chyba prawda. Niestety, człowiek bardzo lubi oceniać drugiego patrząc ze swojego punktu widzenia. Rzadko oceniający stara się spojrzeć na daną osobę oczami tej osoby. I stąd drastyczne tragedie, takie jak np. skok z okna bo koledzy w szkole dokuczali. Trzeba KONIECZNIE jak najszybciej uodpornić się na ocenę, powiedzieć sobie - jakim prawem on (ona) mnie ocenia, albo mi dokucza. Nie wolno poddawać się, trzeba walczyć o siebie. Dopiero terapia pokazała mi, jak to robić. Można powiedzieć, że dostałem do ręki narzędzie, którym mogę się bronić. I teraz czuję się naprawdę dobrze. I tak sobie myślę: jak to dobrze czuć się dobrze.....
sobota, 24 marca 2012
To takie typowe ...
Bardzo nurtowało mnie, jak przebiegła wizyta brata u rodziny (opisane w poprzednim poście). Przedzwoniłem więc, ale trzy dni później - w środę. Wujek powiedział mi, że rodzinka przygotowała się, zrobili dobry obiad i czekali, czekali, czekali, czekali (hehe), czekali - i nic!!! Nie pojawił się, nie przedzwonił, nie wysłał SMS-a, nic. Późnym popołudniem wujek w końcu poprosił swoją córkę (dorosłą już kobietę), aby przedzwoniła do mojego brata, bo może coś się stało, ale Ona powiedziała, że nie ma mowy. Chyba była mocno poirytowana. A mój brat .... - nie odezwał się ani w niedzielę, ani w poniedziałek, a we wtorek. Ja, jak nadmieniłem, dzwoniłem w środę. Odpowiedziałem wtedy, że rozumiem jego córkę bo też uważam, że zachował się nieodpowiedzialnie. Potem pożegnaliśmy się i .... ok pól godziny później miałem telefon od wujka. Nie zdążyłem odebrać, więc oddzwoniłem. Okazało się, że wujek po moim telefonie znowu zaniepokoił się o mojego brata. Poprosił znowu swoją córkę aby się z nim skontaktowała. Jej odpowiedź była niesamowita: odpowiedziała że nie będzie dzwonić do niego i jak chce to niech sam zadzwoni. I wujek zadzwonił. I dodzwonił się. I co usłyszał..., usłyszał że mój brat jest w innym miejscu niż to, w którym mówił że jest. I że nie nie dał rady przyjechać, bo miał - hm - daleko. Ale wujek ucieszył się, że nic mu nie jest i odczułem, że uspokoił się. I dobrze, bo jest to starszy już człowiek (po 80-tce).
Chodziło mi jednak po głowie pytanie, dlaczego nie odwiedził rodziny? Może dowiedział się że odnowiłem kontakty z nią i nie będzie mógł kłamać bo nie wie ile im przekazałem (ja im nic oczywiście nie przekazywałem).
A może wypił? W końcu delegacja, koledzy, jedno piwo przecież nie zaszkodzi...
Głównym jednak uczuciem było rozbawienie i współczucie dla tej rodziny, nie dla brata. Zaimponowali mi. Już teraz chciałbym ich zobaczyć, ale pocieszam się że wakacje coraz bliżej.
Chodziło mi jednak po głowie pytanie, dlaczego nie odwiedził rodziny? Może dowiedział się że odnowiłem kontakty z nią i nie będzie mógł kłamać bo nie wie ile im przekazałem (ja im nic oczywiście nie przekazywałem).
A może wypił? W końcu delegacja, koledzy, jedno piwo przecież nie zaszkodzi...
Głównym jednak uczuciem było rozbawienie i współczucie dla tej rodziny, nie dla brata. Zaimponowali mi. Już teraz chciałbym ich zobaczyć, ale pocieszam się że wakacje coraz bliżej.
sobota, 17 marca 2012
Drobne sprawy ...
Jest sobota, hmm, a właściwie niedziela, bo na zegarku jest 0:02.
18-ty marca 2012r. 3 lata temu odszedł mój tata. Na dziś z tej smutnej okazji zamówiłem mszę św. za dusze rodziców w kościele. Ale do rzeczy.
W sobotę miałem telefon od rodziny, z którą odnowiłem kontakt (mieszkają oni koło Krakowa). Okazało się że mój brat jest w delegacji na południu Polski i planuje dziś do nich zajechać. W rozmowie telefonicznej wujek, który z nim rozmawiał, zapytał Go, czy ma ze mną jakiś kontakt. Brat powiedział, że wysłał mi kilka SMS-ów (na moje urodziny, na święta), ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Nie ukrywam, że pojawiło się u mnie uczucie złości. Na każdego SMS-a odpisałem, a na ostatnie święta (Wigilia) pierwszy wysłałem mu życzenia. Tak też im odpowiedziałem. Na to oni, że chcieli tylko wiedzieć czy brat mówił prawdę. Brat nie wie, że odnowiłem kontakty z tą rodziną i ciekawy jestem, jak będzie przebiegała ich dzisiejsza rozmowa. Powiedział im również, że zaręczył się i planuje ślub.
I chyba dobrze. Niech sobie układa życie. Tylko oby nie skrzywdził swojej przyszłej żony. Moja nowa rodzinka z południa Polski mówi, że brat sprawia wrażenie zagubionego i podejrzewają, że chciałby ze mną odnowić kontakty.
Wyjaśniłem im, że brat sprawił mi w ostatnim okresie dużo przykrości ale w każdej chwili jestem gotowy na spotkanie z nim, pod warunkiem, że będzie trzeźwy. Wieczorem przedzwonię i dopytam się, jak przebiegło spotkanie.
Jestem spokojny bo oni wiedzą, że brat jest uzależniony i również mają wśród swoich znajomych rodziny, w których są osoby uzależnione.
Poza tym ta sprawa w ogóle mnie nie poruszyła - stąd chyba ten spokój. Nie siedzę, nie myślę o tym nieustannie. Nie mam poczucia winy. To bardzo budujące i czuję, że terapia, którą przeszedłem pomogła i pomaga mi w dalszym ciągu. No, jest godz. 0:35 więc pora kończyć. Fajne to uczucie - być spokojnym.....
18-ty marca 2012r. 3 lata temu odszedł mój tata. Na dziś z tej smutnej okazji zamówiłem mszę św. za dusze rodziców w kościele. Ale do rzeczy.
W sobotę miałem telefon od rodziny, z którą odnowiłem kontakt (mieszkają oni koło Krakowa). Okazało się że mój brat jest w delegacji na południu Polski i planuje dziś do nich zajechać. W rozmowie telefonicznej wujek, który z nim rozmawiał, zapytał Go, czy ma ze mną jakiś kontakt. Brat powiedział, że wysłał mi kilka SMS-ów (na moje urodziny, na święta), ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Nie ukrywam, że pojawiło się u mnie uczucie złości. Na każdego SMS-a odpisałem, a na ostatnie święta (Wigilia) pierwszy wysłałem mu życzenia. Tak też im odpowiedziałem. Na to oni, że chcieli tylko wiedzieć czy brat mówił prawdę. Brat nie wie, że odnowiłem kontakty z tą rodziną i ciekawy jestem, jak będzie przebiegała ich dzisiejsza rozmowa. Powiedział im również, że zaręczył się i planuje ślub.
I chyba dobrze. Niech sobie układa życie. Tylko oby nie skrzywdził swojej przyszłej żony. Moja nowa rodzinka z południa Polski mówi, że brat sprawia wrażenie zagubionego i podejrzewają, że chciałby ze mną odnowić kontakty.
Wyjaśniłem im, że brat sprawił mi w ostatnim okresie dużo przykrości ale w każdej chwili jestem gotowy na spotkanie z nim, pod warunkiem, że będzie trzeźwy. Wieczorem przedzwonię i dopytam się, jak przebiegło spotkanie.
Jestem spokojny bo oni wiedzą, że brat jest uzależniony i również mają wśród swoich znajomych rodziny, w których są osoby uzależnione.
Poza tym ta sprawa w ogóle mnie nie poruszyła - stąd chyba ten spokój. Nie siedzę, nie myślę o tym nieustannie. Nie mam poczucia winy. To bardzo budujące i czuję, że terapia, którą przeszedłem pomogła i pomaga mi w dalszym ciągu. No, jest godz. 0:35 więc pora kończyć. Fajne to uczucie - być spokojnym.....
wtorek, 7 lutego 2012
Wszystko co piękne jest – przemija ….
Tydzień temu zakończyłem terapię grupową DDA.
Smutno mi z tego powodu, bo polubiłem swoją grupę. Znam ich bieżące problemy i w większości wiem, gdzie leży ich źródło. Również nie jest mi obojętne, jak rozwiążą swoje problemy, jak im się będzie układało w życiu. Terapia grupowa trwała 16 miesięcy (z 2-miesięczną przerwą wakacyjną). Na początku terapii myślałem, że rok to szmat czasu, a teraz czuję, że nie wszyscy w pełni rozwiązali swoje problemy związane z ułożeniem relacji, czy też ze zmianą relacji w stosunku do pijących rodziców i do najbliższego ich otoczenia (rodzeństwa, kuzynów itp.). Wiem, że nie tylko osoby uzależnione potrafią wzbudzić często nieuzasadnione poczucie winy. Bardzo dobrze wychodzi to również osobom, którymi otaczają się alkoholicy. Pod takim wspólnym „ostrzałem” można zwątpić jeśli wezmą górę emocje. Trudno wtedy zachować dystans. Do tego dochodzi brak wsparcia, które otrzymywaliśmy na terapii. No cóż, życie pokaże. Szczerze życzę wszystkim, aby sobie z tym poradzili i nie wracali na ponowną terapię.
Chociaż z drugiej strony – wiedza, że można ponownie przejść terapię DDA daje nadzieję, bo my wszyscy wiemy że są miejsca, w których można poprosić o pomoc, a nie zadręczać się bez reszty. W moim odczuciu osobie, która przeszła terapię łatwiej podjąć decyzję o ponownym uczestnictwie w grupie DDA.
Jeśli chodzi o mnie, to z najbliższej rodziny tylko brat rodzony jest alkoholikiem. Rodzice (oboje uzależnieni) już nie żyją. Jestem więc spokojny o siebie. Nabrałem dystansu do niego (brata) i do osób, które starały się wzbudzić we mnie poczucie winy w stosunku do brata, bo „on jest taki biedny i samotny”. Ale ja mu nie polewałem, nie namawiałem do zakupów ratalnych, do telefonu komórkowego na abonament, do kredytów, do życia ponad stan, w końcu do niepłacenia czynszu za mieszkanie. Jest dorosły. Ja mam swoją fajną rodzinkę: żonkę i trójkę dzieci (12-latek i 3-letnie bliźniaki) i tu chcę się angażować.
Teraz, jak już nie chodzę na grupę DDA, to coś się we mnie przestawiło. Wcześniej zawsze wiedziałem, że jak mam problem, to mogę o nim powiedzieć na grupie i otrzymać pomoc. I tak mniej więcej funkcjonowałem. W tej chwili jest już inaczej. Jak mam problem, to muszę go sam rozwiązać. Już nie ma grupy. Ale mam już pewne doświadczenie w tym, jak sobie z nim poradzić. Wiem że muszę sobie poradzić z problemem. Zawsze byłem tego świadomy ale tkwiło to raczej w mojej podświadomości. Teraz nie ma oczekiwania na grupę – jestem ja i życie codzienne. Świata nie obchodzi to, że je będę nieszczęśliwy. Świat będzie szedł do przodu. Tylko ode mnie zależy, czy będę szczęśliwy czy niespełniony i zgorzkniały, radosny czy smutny. Czuję, że na terapii wzmocniłem się psychicznie i myślę, że trudno mnie będzie zmanipulować. Jestem spokojny, ale dosyć często jeszcze wspominam ludzi z grupy i osobę prowadzącą, która niezmiernie mi pomogła.
Smutno mi z tego powodu, bo polubiłem swoją grupę. Znam ich bieżące problemy i w większości wiem, gdzie leży ich źródło. Również nie jest mi obojętne, jak rozwiążą swoje problemy, jak im się będzie układało w życiu. Terapia grupowa trwała 16 miesięcy (z 2-miesięczną przerwą wakacyjną). Na początku terapii myślałem, że rok to szmat czasu, a teraz czuję, że nie wszyscy w pełni rozwiązali swoje problemy związane z ułożeniem relacji, czy też ze zmianą relacji w stosunku do pijących rodziców i do najbliższego ich otoczenia (rodzeństwa, kuzynów itp.). Wiem, że nie tylko osoby uzależnione potrafią wzbudzić często nieuzasadnione poczucie winy. Bardzo dobrze wychodzi to również osobom, którymi otaczają się alkoholicy. Pod takim wspólnym „ostrzałem” można zwątpić jeśli wezmą górę emocje. Trudno wtedy zachować dystans. Do tego dochodzi brak wsparcia, które otrzymywaliśmy na terapii. No cóż, życie pokaże. Szczerze życzę wszystkim, aby sobie z tym poradzili i nie wracali na ponowną terapię.
Chociaż z drugiej strony – wiedza, że można ponownie przejść terapię DDA daje nadzieję, bo my wszyscy wiemy że są miejsca, w których można poprosić o pomoc, a nie zadręczać się bez reszty. W moim odczuciu osobie, która przeszła terapię łatwiej podjąć decyzję o ponownym uczestnictwie w grupie DDA.
Jeśli chodzi o mnie, to z najbliższej rodziny tylko brat rodzony jest alkoholikiem. Rodzice (oboje uzależnieni) już nie żyją. Jestem więc spokojny o siebie. Nabrałem dystansu do niego (brata) i do osób, które starały się wzbudzić we mnie poczucie winy w stosunku do brata, bo „on jest taki biedny i samotny”. Ale ja mu nie polewałem, nie namawiałem do zakupów ratalnych, do telefonu komórkowego na abonament, do kredytów, do życia ponad stan, w końcu do niepłacenia czynszu za mieszkanie. Jest dorosły. Ja mam swoją fajną rodzinkę: żonkę i trójkę dzieci (12-latek i 3-letnie bliźniaki) i tu chcę się angażować.
Teraz, jak już nie chodzę na grupę DDA, to coś się we mnie przestawiło. Wcześniej zawsze wiedziałem, że jak mam problem, to mogę o nim powiedzieć na grupie i otrzymać pomoc. I tak mniej więcej funkcjonowałem. W tej chwili jest już inaczej. Jak mam problem, to muszę go sam rozwiązać. Już nie ma grupy. Ale mam już pewne doświadczenie w tym, jak sobie z nim poradzić. Wiem że muszę sobie poradzić z problemem. Zawsze byłem tego świadomy ale tkwiło to raczej w mojej podświadomości. Teraz nie ma oczekiwania na grupę – jestem ja i życie codzienne. Świata nie obchodzi to, że je będę nieszczęśliwy. Świat będzie szedł do przodu. Tylko ode mnie zależy, czy będę szczęśliwy czy niespełniony i zgorzkniały, radosny czy smutny. Czuję, że na terapii wzmocniłem się psychicznie i myślę, że trudno mnie będzie zmanipulować. Jestem spokojny, ale dosyć często jeszcze wspominam ludzi z grupy i osobę prowadzącą, która niezmiernie mi pomogła.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Refleksja po Świętach ....
3 tygodnie temu było Boże Narodzenie. Tak bardzo czekałem na ten okres. Miałem nadzieje, że pojedziemy do mojego brata ciotecznego. Niestety, nie zdążył z remontem domu. Mieliśmy więc spędzić Święta u siebie. Nie planowaliśmy żadnych wyjść w Wigilię. Jednak nie u wszystkich chyba jesteśmy "czarnymi owcami". Zaprosiła nas siostra cioteczna mojej żonki i tak długo cisnęła, że w końcu przyjęliśmy jej zaproszenie. Prezenty kupiliśmy jeszcze w listopadzie. Półprodukty na wieczerzę również. Później, w grudniu patrzyliśmy z pewnym rozbawieniem na tłumy ludzi w hipermarketach (sądząc po ilości samochodów na parkingach przy sklepach). Nie było u nas żadnego ciśnienia. Na dwa dni przed Wigilią wziąłem urlop aby wspólnie przygotować się do Świąt Narodzenia Jezusa. Irytowało mnie w pracy podejście moich kolegów, którzy specjalnie nie brali urlopu przed Świętami aby nie kłopotać się o porządki w mieszkaniu i, jak to się mówi, przyjść na gotowe. Woleli "odpocząć" w pracy a w domu niech żona sprząta. Jeden z kolegów zamówił catering. Rozbawił mnie tym, ale też zaskoczył. Dla mnie Święta to nie tylko jakieś jedzenie i prezenty. Ja uwielbiam ogólną atmosferę przedświąteczną. Lubię włączyć po cichu kolędy i sobie sprzątać. Lubię zapach potraw, ciasta, całą tą krzątaninę przedświąteczną. Ale zamówienie gotowych dań???
Kolega ten ma 5-letną córeczkę. Wytłumaczyli oni ich córce, że nie ma mikołaja a prezenty kupują rodzice i dziadkowie. Trochę to smutne.
Mój dwunastoletni teraz synek powiedział mi kiedyś, że wie o tym, iż prezenty kupują rodzice. Powiedziałem mu wtedy (trochę w żartach), że jeżeli przestanie wierzyć w mikołaja, to koniec z prezentami. Do dziś d niego wierzy (a przynajmniej tak mówi).
W Wigilię wysłałem SMS-a do mojego brata rodzonego. Życzyłem mu, aby był szczęśliwy. Po prostu szczęśliwy. Sprawił mi on w przeszłości dużo przykrości (opisałem to obszernie wcześniej), ale ja życzę mu dobrze. Traktuję go jako osobę chorą. We wrześniu minął rok od czasu kiedy przestał pić. Przynajmniej wiem że nie pił w okresie od połowy września 2010 do końca czerwca 2011 roku, bo był wtedy w ośrodku zamkniętym. Co później - nie wiem. Wiem natomiast, że ma kogoś. Chce sobie życie ułożyć - powiedzmy - na nowo. Ma do tego prawo, jest przecież dorosły (ma 38 lat). Tylko irytują mnie te jego SMS-y. SMS na święta - OK, ale drugi na nowy rok brzmiał: "Wszystkiego dobrego w nowym roku, uśmiechu na twarzy, szczęścia, zdrowia, i dużo kasy życzy Tomek i Kasia". Niby wszystko OK, ale: uśmiechu? zdrowia? szczęścia? dużo kasy? I jeszcze jakaś Kasia, której nie znam. Przecież zerwał ze mną kontakt, bo wg niego okradłem go. Napisał mi rok temu w liście, że nie ma zamiaru i nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów i do dziś tego nie odwołał. Obsmarował mnie przed całą rodziną. Odpisałem mu jednak tak: "Dziękuję za życzenia, chociaż nie ukrywam że że zaskakują mnie Twoje słowa. Z mojej strony również życzę Tobie i Twojej Kasi (której nie znam) Szczęśliwego Nowego 2012 Roku !!!" Może dotarło do niego, że to nie ja go okradłem, tylko to On chciał mnie oszukać. Może ma świadomość tego, że przez lata okradał naszego ojca (mam historię rachunku taty z kilku lat, więc piszę fakty - to nie jest ocena). Może chciałby odnowić kontakty? Może boi się, że powiem przy jego nowej partnerce coś, co popsuje ich relacje? Nie musi. Moje drzwi są dla niego zawsze otwarte jeśli przyjdzie trzeźwy. Trafiła mi się fajna grupa DDA i terapeutka, której zaufałem. Tu pozbyłem się odruchu oceniania, krytykowania, czy też dawania rad, a przynajmniej panuję nad tym - myślę - dość dobrze. Obecnych uczuć: żalu do niego o całą sytuację, przykrości którą mi sprawił nie chcę odsuwać od siebie, bo teraz wiem, że to niemożliwe. Dałem temu czas aż same przyschną i "pokryją się kurzem". Pojawiło się jednak nowe uczucie: współczucie do brata. Jednak jest alkoholikiem i dodatkowo DDA, stracił dużo: rozwód i córka, która mieszka z matką w innym mieście. Martwi mnie jednak ta jego zawziętość. Ale się nie nakręcam. Mam inne cele: moja rodzina. Terapia DDA dobiega końca - szkoda. Będzie mi jej brakowało. No i przede wszystkim grupy, z którą uczęszczałem. Wiem o uczestnikach terapii dużo więcej, niż otoczenie w którym Oni żyją. Tak samo grupa wie o mnie więcej niż moja rodzina (może poza żonką, której ufam). Dowiedziałem się również wielu rzeczy o sobie, bardziej poznałem siebie. Teraz myślę, że to ciekawe. Obce zupełnie do niedawna osoby wiedzą o mnie więcej niż wydawałoby się najbliżsi. Bardzo chciałbym utrzymać z nimi jakiś kontakt. Zobaczymy co życie pokaże.
W te święta postanowiłem odnowić kontakt z rodziną od strony taty, która mieszka w pobliżu Krakowa. Widziałem się z nimi cztery razy. Pierwszy raz jako 14-latek. Chrześniaczka taty (jego siostra cioteczna) wychodziła za mąż. Pamiętam ją jako przepiękną pannę młodą i byłem strasznie dumny z tego. Jej męża również pamiętam jako bardzo serdecznego człowieka. Za drugim razem jej rodzice odwiedzili naszych rodziców (to było jeszcze przed moimi studiami (czyli początek lat 90-tych). Potem widziałem jej rodziców i jej brata Maćka na pogrzebie mojego dziadka w 1996r. Pamiętam jak Maciek prosił mnie, abym odwiedził ich i było to naprawdę szczere. Byłem wtedy na 5-tym roku studiów a rok później ożeniłem się i nie odwiedziłem ich. Ostatni raz widziałem chrześniaczkę taty, kiedy przyjechała na jego pogrzeb (3 lata temu). Pamiętam, jak wtedy ujęła mnie pod rękę i długo szliśmy rozmawiając. Była bardzo autentyczna. Ponowiła zaproszenie. Bardzo ujęła mnie tym swoim zachowaniem. Chciałem podtrzymać z nią kontakt. Niestety, nie wziąłem numeru telefonu. Po ponad roku poprosiłem brata, aby dał mi do niej numer, ale wywinął się i nie otrzymałem go. Ja jednak nie poddaję się łatwo. Dostałem numer od jego żony (obecnie byłej żony). No i zacząłem odwlekać moment kontaktu z chrześniaczką taty. Tuż po ostatnich wakacjach - we wrześniu 2011r dowiedziałem się na grupie DDA, że mamy przygotować Genogram, czyli psychologiczną mapę relacji w rodzinie. Jest to coś w rodzaju drzewa genealogicznego. Znowu powróciły myśli o odnowieniu kontaktów z rodziną spod Krakowa. Na święta wysłałem SMS-s z życzeniami i obietnicą że przedzwonię po Świętach. Rozpoczął się pełen niepokoju czas oczekiwania na odpowiedź. W końcu nadeszła i byłem wręcz w euforii. Po Nowym Roku przedzwoniłem i teraz szykuję się do wysłania kilku zdjęć mojej fajnej rodzinki. Coś się rozpoczęło i chyba to też zawdzięczam temu, że chodzę na grupę DDA. Patrzę z nadzieją w przyszłość......
Kolega ten ma 5-letną córeczkę. Wytłumaczyli oni ich córce, że nie ma mikołaja a prezenty kupują rodzice i dziadkowie. Trochę to smutne.
Mój dwunastoletni teraz synek powiedział mi kiedyś, że wie o tym, iż prezenty kupują rodzice. Powiedziałem mu wtedy (trochę w żartach), że jeżeli przestanie wierzyć w mikołaja, to koniec z prezentami. Do dziś d niego wierzy (a przynajmniej tak mówi).
W Wigilię wysłałem SMS-a do mojego brata rodzonego. Życzyłem mu, aby był szczęśliwy. Po prostu szczęśliwy. Sprawił mi on w przeszłości dużo przykrości (opisałem to obszernie wcześniej), ale ja życzę mu dobrze. Traktuję go jako osobę chorą. We wrześniu minął rok od czasu kiedy przestał pić. Przynajmniej wiem że nie pił w okresie od połowy września 2010 do końca czerwca 2011 roku, bo był wtedy w ośrodku zamkniętym. Co później - nie wiem. Wiem natomiast, że ma kogoś. Chce sobie życie ułożyć - powiedzmy - na nowo. Ma do tego prawo, jest przecież dorosły (ma 38 lat). Tylko irytują mnie te jego SMS-y. SMS na święta - OK, ale drugi na nowy rok brzmiał: "Wszystkiego dobrego w nowym roku, uśmiechu na twarzy, szczęścia, zdrowia, i dużo kasy życzy Tomek i Kasia". Niby wszystko OK, ale: uśmiechu? zdrowia? szczęścia? dużo kasy? I jeszcze jakaś Kasia, której nie znam. Przecież zerwał ze mną kontakt, bo wg niego okradłem go. Napisał mi rok temu w liście, że nie ma zamiaru i nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów i do dziś tego nie odwołał. Obsmarował mnie przed całą rodziną. Odpisałem mu jednak tak: "Dziękuję za życzenia, chociaż nie ukrywam że że zaskakują mnie Twoje słowa. Z mojej strony również życzę Tobie i Twojej Kasi (której nie znam) Szczęśliwego Nowego 2012 Roku !!!" Może dotarło do niego, że to nie ja go okradłem, tylko to On chciał mnie oszukać. Może ma świadomość tego, że przez lata okradał naszego ojca (mam historię rachunku taty z kilku lat, więc piszę fakty - to nie jest ocena). Może chciałby odnowić kontakty? Może boi się, że powiem przy jego nowej partnerce coś, co popsuje ich relacje? Nie musi. Moje drzwi są dla niego zawsze otwarte jeśli przyjdzie trzeźwy. Trafiła mi się fajna grupa DDA i terapeutka, której zaufałem. Tu pozbyłem się odruchu oceniania, krytykowania, czy też dawania rad, a przynajmniej panuję nad tym - myślę - dość dobrze. Obecnych uczuć: żalu do niego o całą sytuację, przykrości którą mi sprawił nie chcę odsuwać od siebie, bo teraz wiem, że to niemożliwe. Dałem temu czas aż same przyschną i "pokryją się kurzem". Pojawiło się jednak nowe uczucie: współczucie do brata. Jednak jest alkoholikiem i dodatkowo DDA, stracił dużo: rozwód i córka, która mieszka z matką w innym mieście. Martwi mnie jednak ta jego zawziętość. Ale się nie nakręcam. Mam inne cele: moja rodzina. Terapia DDA dobiega końca - szkoda. Będzie mi jej brakowało. No i przede wszystkim grupy, z którą uczęszczałem. Wiem o uczestnikach terapii dużo więcej, niż otoczenie w którym Oni żyją. Tak samo grupa wie o mnie więcej niż moja rodzina (może poza żonką, której ufam). Dowiedziałem się również wielu rzeczy o sobie, bardziej poznałem siebie. Teraz myślę, że to ciekawe. Obce zupełnie do niedawna osoby wiedzą o mnie więcej niż wydawałoby się najbliżsi. Bardzo chciałbym utrzymać z nimi jakiś kontakt. Zobaczymy co życie pokaże.
W te święta postanowiłem odnowić kontakt z rodziną od strony taty, która mieszka w pobliżu Krakowa. Widziałem się z nimi cztery razy. Pierwszy raz jako 14-latek. Chrześniaczka taty (jego siostra cioteczna) wychodziła za mąż. Pamiętam ją jako przepiękną pannę młodą i byłem strasznie dumny z tego. Jej męża również pamiętam jako bardzo serdecznego człowieka. Za drugim razem jej rodzice odwiedzili naszych rodziców (to było jeszcze przed moimi studiami (czyli początek lat 90-tych). Potem widziałem jej rodziców i jej brata Maćka na pogrzebie mojego dziadka w 1996r. Pamiętam jak Maciek prosił mnie, abym odwiedził ich i było to naprawdę szczere. Byłem wtedy na 5-tym roku studiów a rok później ożeniłem się i nie odwiedziłem ich. Ostatni raz widziałem chrześniaczkę taty, kiedy przyjechała na jego pogrzeb (3 lata temu). Pamiętam, jak wtedy ujęła mnie pod rękę i długo szliśmy rozmawiając. Była bardzo autentyczna. Ponowiła zaproszenie. Bardzo ujęła mnie tym swoim zachowaniem. Chciałem podtrzymać z nią kontakt. Niestety, nie wziąłem numeru telefonu. Po ponad roku poprosiłem brata, aby dał mi do niej numer, ale wywinął się i nie otrzymałem go. Ja jednak nie poddaję się łatwo. Dostałem numer od jego żony (obecnie byłej żony). No i zacząłem odwlekać moment kontaktu z chrześniaczką taty. Tuż po ostatnich wakacjach - we wrześniu 2011r dowiedziałem się na grupie DDA, że mamy przygotować Genogram, czyli psychologiczną mapę relacji w rodzinie. Jest to coś w rodzaju drzewa genealogicznego. Znowu powróciły myśli o odnowieniu kontaktów z rodziną spod Krakowa. Na święta wysłałem SMS-s z życzeniami i obietnicą że przedzwonię po Świętach. Rozpoczął się pełen niepokoju czas oczekiwania na odpowiedź. W końcu nadeszła i byłem wręcz w euforii. Po Nowym Roku przedzwoniłem i teraz szykuję się do wysłania kilku zdjęć mojej fajnej rodzinki. Coś się rozpoczęło i chyba to też zawdzięczam temu, że chodzę na grupę DDA. Patrzę z nadzieją w przyszłość......
poniedziałek, 21 listopada 2011
Nie było mnie jakiś czas. Rozpoczął się okres szkolny, co w moim przypadku ograniczyło mi bardzo czas wolny (małe bliźniaki + 11-letni synek). Ale cóż, powoli ruszam z pisaniem.
Od września ruszyła grupa DDA. Wprawdzie rodzice już mi nie mącą w głowie, ale czuję, że są obszary, w których jestem "zielony". W rodzinach z dysfunkcjami (również alkoholowych) wiele rzeczy nie jest przekazywanych dzieciom. Np jeżeli na skutek picia dochodzi do rozstania, to jest duże ryzyko, że dziecko nie będzie "wyposażone" w mechanizmy pozwalające utrzymać swój własny związek. Wielu DDA ma za to całkiem spory "plecak" z poczuciem winy, z niezdrowym zamartwianiem się o rodziców... Mi w dzieciństwie bardzo brakowało bliskości i teraz tego szukam. Żonka natomiast miała duże problemy ze swoim ojcem i podejrzewam, że pozostał u niej jakiś uraz do innych facetów. Tak więc ja czuję się zagrożony jeśli czuję się odsunięty, a żonce ciężko czasem zbliżyć się do mnie. Ale mamy świadomość, gdzie jest źródło tego wszystkiego.
Od września ruszyła grupa DDA. Wprawdzie rodzice już mi nie mącą w głowie, ale czuję, że są obszary, w których jestem "zielony". W rodzinach z dysfunkcjami (również alkoholowych) wiele rzeczy nie jest przekazywanych dzieciom. Np jeżeli na skutek picia dochodzi do rozstania, to jest duże ryzyko, że dziecko nie będzie "wyposażone" w mechanizmy pozwalające utrzymać swój własny związek. Wielu DDA ma za to całkiem spory "plecak" z poczuciem winy, z niezdrowym zamartwianiem się o rodziców... Mi w dzieciństwie bardzo brakowało bliskości i teraz tego szukam. Żonka natomiast miała duże problemy ze swoim ojcem i podejrzewam, że pozostał u niej jakiś uraz do innych facetów. Tak więc ja czuję się zagrożony jeśli czuję się odsunięty, a żonce ciężko czasem zbliżyć się do mnie. Ale mamy świadomość, gdzie jest źródło tego wszystkiego.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Urodziny
Wczoraj były moje urodziny. Nie będę się może nad tym rozwlekał. Ale wydarzyła się jedna rzecz:
Mój brat rodzony napisał mi SMS-a z życzeniami. Najpierw wielkie zaskoczenie, potem nadzieja, że może chciałby znowu złapać kontakt. Ale zaraz potem przypomniałem sobie, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku lat, a zwłaszcza w ciągu ostatniego roku. Przypomniałem sobie o jego egoizmie, o jego roszczeniach wobec mieszkania po naszych rodzicach, o jego oskarżeniu mnie, że jestem złodziejem i w końcu o jego oczernianiu mnie wobec rodziny. Ja mu na każdym kroku pomagałem, wręcz zmusiłem go to detoxu, a potem do terapii, i znowu namówiłem Go po raz 2-gi na detox, dzięki mnie nie zabrali mu zasiłku dla bezrobotnych, oraz nie skreślili Go z listy osób ubezpieczonych, w końcu dzięki dużemu wysiłkowi z mojej udało się sprzedać mieszkanie po rodzicach na dwa dni – jak się okazało - przed sądownym nakazem komorniczym z powodu długów na kwotę ok. 35000zł.
A on - tylko wzbudzał poczucie winy, żądał papierosów, jakiejś kasy na życie, prosił mnie o załatwianie dosłownie wszystkich jego spraw, a na koniec (po sprzedaży mieszkania) oskarżył mnie, że go okradłem, bo twierdził że należy mu się więcej pieniędzy za mieszkanie (otrzymaliśmy po połowie kwoty za mieszkanie). A jego argument był taki, że jest mocno zadłużony i nie będzie go stać na kupno 2-go mieszkania. Zerwał ze mną kontakt a po rodzinie rozpowiedział (nie wyjaśniając sytuacji), że okradłem Go na 15000 tysięcy. Przypominałem sobie mój bunt wobec takiego oszczerstwa. Tłumaczyłem w rodzinie, że spadek należał nam się po połowie i to nie ja brata okradłem, to brat podbierał (zabierał) ojcu rentę, jak ten żył jeszcze. Słyszałem wtedy że teraz ojciec już nie żyje, a mój brat ma problem.
Wczoraj wróciły te wszystkie wspomnienia i jedno z najsilniejszych uczuć, które się wtedy pojawiło to uczucie złości, że wg niego jestem złodziejem. Zrobiło mi się również przykro, pojawiło się uczucie niesprawiedliwości. Stwierdziłem, że nie pozwolę sobie na to, aby tak mnie oczerniano. DOŚĆ!!!
Nie było jednak i nie ma uczucia zawiści, nienawiści. Nie ułatwię mu jednak kontaktu ze mną. Ma do mnie numer telefonu, wie gdzie mieszkam. Ciągle mam w pamięci jego list w którym napisał:
"Nie mam ochoty i nie chcę się spotykać z Tobą. Nie wiem jak i o czym miałbym z tobą rozmawiać. Pewnie mnie nie rozumiesz, ale to nie mój problem i nie moja już sprawa jak to odbierzesz."
Takie jest jego życzenie i ja postanowiłem je uszanować. Jak to się mówi: „piłeczka jest teraz po jego stronie”.
Ile razy staję twarzą w twarz z podobnymi problemami, do dziękuję w duchu za trerapię, oraz żonce, że mnie na nią namówiła.
Mój brat rodzony napisał mi SMS-a z życzeniami. Najpierw wielkie zaskoczenie, potem nadzieja, że może chciałby znowu złapać kontakt. Ale zaraz potem przypomniałem sobie, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku lat, a zwłaszcza w ciągu ostatniego roku. Przypomniałem sobie o jego egoizmie, o jego roszczeniach wobec mieszkania po naszych rodzicach, o jego oskarżeniu mnie, że jestem złodziejem i w końcu o jego oczernianiu mnie wobec rodziny. Ja mu na każdym kroku pomagałem, wręcz zmusiłem go to detoxu, a potem do terapii, i znowu namówiłem Go po raz 2-gi na detox, dzięki mnie nie zabrali mu zasiłku dla bezrobotnych, oraz nie skreślili Go z listy osób ubezpieczonych, w końcu dzięki dużemu wysiłkowi z mojej udało się sprzedać mieszkanie po rodzicach na dwa dni – jak się okazało - przed sądownym nakazem komorniczym z powodu długów na kwotę ok. 35000zł.
A on - tylko wzbudzał poczucie winy, żądał papierosów, jakiejś kasy na życie, prosił mnie o załatwianie dosłownie wszystkich jego spraw, a na koniec (po sprzedaży mieszkania) oskarżył mnie, że go okradłem, bo twierdził że należy mu się więcej pieniędzy za mieszkanie (otrzymaliśmy po połowie kwoty za mieszkanie). A jego argument był taki, że jest mocno zadłużony i nie będzie go stać na kupno 2-go mieszkania. Zerwał ze mną kontakt a po rodzinie rozpowiedział (nie wyjaśniając sytuacji), że okradłem Go na 15000 tysięcy. Przypominałem sobie mój bunt wobec takiego oszczerstwa. Tłumaczyłem w rodzinie, że spadek należał nam się po połowie i to nie ja brata okradłem, to brat podbierał (zabierał) ojcu rentę, jak ten żył jeszcze. Słyszałem wtedy że teraz ojciec już nie żyje, a mój brat ma problem.
Wczoraj wróciły te wszystkie wspomnienia i jedno z najsilniejszych uczuć, które się wtedy pojawiło to uczucie złości, że wg niego jestem złodziejem. Zrobiło mi się również przykro, pojawiło się uczucie niesprawiedliwości. Stwierdziłem, że nie pozwolę sobie na to, aby tak mnie oczerniano. DOŚĆ!!!
Nie było jednak i nie ma uczucia zawiści, nienawiści. Nie ułatwię mu jednak kontaktu ze mną. Ma do mnie numer telefonu, wie gdzie mieszkam. Ciągle mam w pamięci jego list w którym napisał:
"Nie mam ochoty i nie chcę się spotykać z Tobą. Nie wiem jak i o czym miałbym z tobą rozmawiać. Pewnie mnie nie rozumiesz, ale to nie mój problem i nie moja już sprawa jak to odbierzesz."
Takie jest jego życzenie i ja postanowiłem je uszanować. Jak to się mówi: „piłeczka jest teraz po jego stronie”.
Ile razy staję twarzą w twarz z podobnymi problemami, do dziękuję w duchu za trerapię, oraz żonce, że mnie na nią namówiła.
środa, 17 sierpnia 2011
Powroty...
Piękne chwile szybko się kończą. Tak samo szybko przeminął mój urlop. Cieszę się jednak, że spędziłem go dosyć aktywnie i że nie uważam tego czasu urlopowego za zmarnowany.
Na krótko jeszcze nawiążę do poprzedniego posta, ponieważ czegoś zapomniałem dodać.
Przed wyjazdem od mojego brata ciotecznego ciocia - na moje ogólne stwierdzenie, że mam nadzieję iż ktoś z rodziny poinformuje mnie, jak mój brat rodzony wyjdzie z ośrodka, znajdzie pracę itp. - powiedziała mi z dużą satysfakcją w głosie, że mój brat już z ośrodka wyszedł, mieszka w tej samej miejscowości co ja, że ma pracę, wynajął mieszkanie. Ja to już oczywiście wiedziałem bo mam inne swoje źródła, jednak byłem ciekawy kiedy ciotka mnie o tym raczy poinformować. No i łaskawie to zrobiła. Jednak coraz słabiej wychodzi jej manipulowanie faktami. Mną natomiast - mam nadzieję - nie da rady już manipulować. Chyba głównie dlatego, że jej nie ufam. Wiem, że ukrywa jeszcze kilka rzeczy przede mną, o których myśli że nie wiem, a ja jej z tego błędu nie wyprowadzam. Mnie te rzeczy nie dotyczą i po prostu przyjmuję, że nie chce o tym mówić. Nie oceniam tego bo przecież jest dorosła i jest to jej sprawa. Ja jej tylko współczuję. Znam wiele jej problemów i znam również jej sposoby manipulowania faktami, jednak chyba trochę się w tym zapętliła. Poza KLANEM rodzinnym z którym spotyka się od wielkiego dzwonu (raz na rok, może rzadziej) ma wokół tyle bliskiej rodziny, od której odgrodziła się murem. Postrzegam ją jako osobę udręczoną, stąd to współczucie. Myślę tu głównie o jej synu, ale nie tylko.
No cóż, może kiedyś dojrzeje do tego aby pogodzić się z nim i z jego rodzinką i w końcu zachowa się jak prawdziwa matka i babcia.
Jest połowa sierpnia. Już teraz cieszę się na dalsze spotkania DDA, które ruszą od września. Uważam, że dobrze trafiłem i sam po sobie widzę jakie "owoce" przynosi moja terapia. Jestem spokojny...
Na krótko jeszcze nawiążę do poprzedniego posta, ponieważ czegoś zapomniałem dodać.
Przed wyjazdem od mojego brata ciotecznego ciocia - na moje ogólne stwierdzenie, że mam nadzieję iż ktoś z rodziny poinformuje mnie, jak mój brat rodzony wyjdzie z ośrodka, znajdzie pracę itp. - powiedziała mi z dużą satysfakcją w głosie, że mój brat już z ośrodka wyszedł, mieszka w tej samej miejscowości co ja, że ma pracę, wynajął mieszkanie. Ja to już oczywiście wiedziałem bo mam inne swoje źródła, jednak byłem ciekawy kiedy ciotka mnie o tym raczy poinformować. No i łaskawie to zrobiła. Jednak coraz słabiej wychodzi jej manipulowanie faktami. Mną natomiast - mam nadzieję - nie da rady już manipulować. Chyba głównie dlatego, że jej nie ufam. Wiem, że ukrywa jeszcze kilka rzeczy przede mną, o których myśli że nie wiem, a ja jej z tego błędu nie wyprowadzam. Mnie te rzeczy nie dotyczą i po prostu przyjmuję, że nie chce o tym mówić. Nie oceniam tego bo przecież jest dorosła i jest to jej sprawa. Ja jej tylko współczuję. Znam wiele jej problemów i znam również jej sposoby manipulowania faktami, jednak chyba trochę się w tym zapętliła. Poza KLANEM rodzinnym z którym spotyka się od wielkiego dzwonu (raz na rok, może rzadziej) ma wokół tyle bliskiej rodziny, od której odgrodziła się murem. Postrzegam ją jako osobę udręczoną, stąd to współczucie. Myślę tu głównie o jej synu, ale nie tylko.
No cóż, może kiedyś dojrzeje do tego aby pogodzić się z nim i z jego rodzinką i w końcu zachowa się jak prawdziwa matka i babcia.
Jest połowa sierpnia. Już teraz cieszę się na dalsze spotkania DDA, które ruszą od września. Uważam, że dobrze trafiłem i sam po sobie widzę jakie "owoce" przynosi moja terapia. Jestem spokojny...
czwartek, 11 sierpnia 2011
Zakręty życia codziennego (c.d.)
Wracając do urlopu, brata ciotecznego odwiedziłem. Lubię tam jeździć. Czuję się u niego bardzo swobodnie. Ma fajną rodzinkę, ale ciocia, o której trochę pisałem, burzy ten spokój - myślę - dość skutecznie. Jego siostra rodzona mieszka z ich rodzicami (czyli z ciocią). To co mnie bardzo irytuje, to zachowanie cioci (ich matki). Mianowicie bardzo różnicuje swoje dzieci. Zarówno brat cioteczny, jak i jego siostra mają po córce, ale to jak ciocia różnie traktuje swoje wnuczki, woła o pomstę do nieba. Córka brata jest totalnie olewana i zapomniana przez ciocię, natomiast druga wnuczka jest tak głaskana i kochana przez ciocię, że aż się niedobrze robi. Jest to cholernie wielka niesprawiedliwość i największemu wrogowi nie życzę takiej babci. Zaczęliśmy odwiedzać się z bratem ciotecznym trzy lata temu. Był On wtedy kłębkiem nerwów. Przekonany był chyba , że w całej rodzinie ma już przypiętą łatkę "czarnej owcy" oraz niewdzięcznika i myślę że unikał On wtedy kontaktu z rodziną. Jak rodzina (tzw. KLAN") przyjeżdżała do cioci a brat ze swoją żoną to zauważyli, to zawsze mieli nadzieję, że odwiedzą ich również. I zawsze było rozczarowanie. Ja z kolei myślałem wcześniej, że brat mnie unika i nie chciałem się narzucać. Ale brakowało mi go i jego rodzinki. Właśnie ok. 3 lat temu byłem u cioci i pomyślałem, że ich odwiedzę. Ciocia stawała na głowie abym tam nie szedł i bardzo stanowczo sprzeciwiała się temu. No cóż, ja się uparłem i pomimo jej rozpaczliwych wysiłków odwiedziłem brata i ucieszyłem się, że zastałem całą rodzinkę. Tamtej decyzji o odwiedzinach brata do dziś nie żałuję. Zobaczyłem wtedy, jak bardzo byłem manipulowany i współczułem bratu z powodu niesprawiedliwości, która Go dotykała. Od tego czasu zaczęliśmy częściej spotykać się i w ciągu tych trzech lat zauważyłem że brat odżył. Może dlatego, że w końcu ktoś z rodziny zaczął mówić że to On ma rację, że to On jest krzywdzony. Ja natomiast zauważyłem, że zacząłem być inaczej traktowany przez rodzinę. Na początku trochę mnie to martwiło, może nawet gryzło, ale terapia DDA pomogła mi. Wiem to, bo podczas jej trwania zacząłem zacząłem inaczej postrzegać rodzinę. Zacząłem akceptować prawo innych do wyrażania swoich opinii a jednocześnie nabrałem dystansu do wypowiedzi, które były ocenianiem mojego postępowania. I tu może przejdę do sedna sprawy. W styczniu 2011 napisałem bardzo obszerny list do mojego brata rodzonego, w którym wręcz obnażyłem się ze swoich uczuć. Między innymi napisałem też o tym, że żałuję iż ciocia nie pomogła mamie w zamieszkaniu u swoich rodziców i że wiem czemu tak się stało oraz że powiem mu o tym, jak mu zaufam. Brat rodzony przeczytał cioci ten fragment listu i jak podczas odwiedzin brata ciotecznego zajrzałem do cioci, to próbowała ona postawić mnie pod ścianą i zmusić, abym się z tego wytłumaczył. Nie sprowokowała mnie jednak. Byłem tak bardzo spokojny, że aż byłem zaskoczony. Spokojnie wysłuchałem jej, a potem zapytałem ją, czy czytała cały list czy tylko część. Jak usłyszałem, że tylko fragment, to stwierdziłem że nie mamy o czym ze sobą rozmawiać i że dokończymy rozmowę, jak zapozna się z listem, ponieważ nie mam w nim nic do ukrycia. Powiedziała wtedy że poprosi mojego brata rodzonego o list i że będę musiał się wytłumaczyć z tego fragmentu, jeśli będzie to faktycznie w liście. Odpowiedziałem jej wtedy, że nie mam zamiaru się przed nikim tłumaczyć, również przed nią. Co ciekawe, im bardziej byłem spokojny, tym bardziej ciocia była zdenerwowana. Powiedziałem jej to co opisałem w poprzednim poście i powtórzyłem, że zamiast pomóc mamie mojej, to dała jej śmieszne 4800zł na picie. Powiedziałem jej również o szpitalu i że jeśli nie wie jak pomóc alkoholikom, to dla ich dobra powinna przestać im pomagać bo tak naprawdę tylko im szkodzi. Po czy wyszedłem od niej z domu. Powiem szczerze, że byłem dumny z siebie. Wtedy stwierdziłem, że wolę być czarną owcą z bratem ciotecznym, niż wybielony przed ciocią.
sobota, 6 sierpnia 2011
Zakręty życia codziennego
Mamy lato - pora urlopów. Kilka dni temu rozpocząłem swój urlop i postanowiłem odwiedzić swojego brata ciotecznego. Mieszka On w pobliżu swojej mamy, która jest siostrą rodzoną mojej zmarłej mamy (więcej o tym w zakładkach "Mój Pamiętnik" i "O Sobie"). Ten brat jest w konflikcie ze swoją mamą, no a z moją ciocią. Jest to kobieta, którą można określić jako "Matka Polka". Uważa ona mianowicie, że jej sposób na życie jest jedyny słuszny i że jej decyzje są najbardziej trafne. Tylko że Ona chce (czytaj: wymaga), aby wszyscy żyli wg jej zasad. Każdy kto się wyłamie, jest przez nią postrzegany jako "czarna owca" i odpowiednio opisany w rodzinie, z którą utrzymuje kontakt. Ten - nazwijmy to "KLAN" - słucha tylko jednej strony, czyli strony cioci. Wiem to, bo kiedyś częściowo w tym KLANIE tkwiłem, a może zawsze chciałem, aby ciocia miała o mnie dobre zdanie. W przeszłości nieraz odczuwałem, jak to jest, jak podpadnie się cioci.
Oto kilka przykładów:
- mój ślub, który wziąłem na Jasnej Górze (czyli ok. 450 km od miejsca zamieszkania) tylko dlatego, aby nie było alkoholu i duży sprzeciw rodziny i cioci, bo wg niej tylko wydawało mi się, że rodzice piją bo z nimi nie mieszkałem (sama ciocia do dziś działa w komórce do walki z alkoholizmem),
- działka ze starym domem kupiona (wyłudzona) po cichu przed rodziną od mamy (ok. 30 arów) za marne niecałe 5000zł.
(Krótkie wyjaśnienie.
Działka ta była zapisana mamie jako spadek od dziadków (mamy i cioci rodziców). Drugą taką samą otrzymała już ciocia. Tylko że ciocia nie chciała moich rodziców obok siebie. Kupioną działkę przepisała potem mojemu bratu ciotecznemu.)
Ja jej (cioci) wtedy rzuciłem w oczy, że zachowała się jak matka, a nie jak siostra myśląc tylko o swoim synu, a olewając swoją umierającą siostrę rodzoną, i że tą śmieszną kwotę dała mojej mamie na alkohol. I status "czarnej owcy" gotowy,
- rok przed śmiercią mamy, ciocia załatwiła mojej mamie pobyt w szpitalu psychiatrycznym. W tym okresie ja drążyłem jak pomóc mamie. Byłem na kilku otwartych mityngach AA. Mówiłem tam obszernie o problemach moich rodziców. Poradzono mi, abym namówił mamę do przeprowadzki do jej i cioci rodziców, którzy właśnie mieszkali obok mojej cioci (działka ta była już przepisana na mojego brata ciotecznego). Ja wtedy błagałem ciocię aby namówiła mamę do przeprowadzki. Ciocia nie zrobiła tego i dodatkowo zabroniła mi mówić o tym moim dziadkom zasłaniając się złym stanem ich zdrowia. Ponadto powiedziała lekarzowi prowadzącemu że mama pije dopiero od niecałych 5-ciu miesięcy i oczywiście nie pozwoliła mi tego skorygować. Ja trwałem wtedy w tym "KLANIE" i nie zrobiłem nic poza tym, że dalej prosiłem ciocię o pomoc. Rok później - w 2005 r. - zmarła mama.
(c.d. o swoim urlopie w drugim poście)
Oto kilka przykładów:
- mój ślub, który wziąłem na Jasnej Górze (czyli ok. 450 km od miejsca zamieszkania) tylko dlatego, aby nie było alkoholu i duży sprzeciw rodziny i cioci, bo wg niej tylko wydawało mi się, że rodzice piją bo z nimi nie mieszkałem (sama ciocia do dziś działa w komórce do walki z alkoholizmem),
- działka ze starym domem kupiona (wyłudzona) po cichu przed rodziną od mamy (ok. 30 arów) za marne niecałe 5000zł.
(Krótkie wyjaśnienie.
Działka ta była zapisana mamie jako spadek od dziadków (mamy i cioci rodziców). Drugą taką samą otrzymała już ciocia. Tylko że ciocia nie chciała moich rodziców obok siebie. Kupioną działkę przepisała potem mojemu bratu ciotecznemu.)
Ja jej (cioci) wtedy rzuciłem w oczy, że zachowała się jak matka, a nie jak siostra myśląc tylko o swoim synu, a olewając swoją umierającą siostrę rodzoną, i że tą śmieszną kwotę dała mojej mamie na alkohol. I status "czarnej owcy" gotowy,
- rok przed śmiercią mamy, ciocia załatwiła mojej mamie pobyt w szpitalu psychiatrycznym. W tym okresie ja drążyłem jak pomóc mamie. Byłem na kilku otwartych mityngach AA. Mówiłem tam obszernie o problemach moich rodziców. Poradzono mi, abym namówił mamę do przeprowadzki do jej i cioci rodziców, którzy właśnie mieszkali obok mojej cioci (działka ta była już przepisana na mojego brata ciotecznego). Ja wtedy błagałem ciocię aby namówiła mamę do przeprowadzki. Ciocia nie zrobiła tego i dodatkowo zabroniła mi mówić o tym moim dziadkom zasłaniając się złym stanem ich zdrowia. Ponadto powiedziała lekarzowi prowadzącemu że mama pije dopiero od niecałych 5-ciu miesięcy i oczywiście nie pozwoliła mi tego skorygować. Ja trwałem wtedy w tym "KLANIE" i nie zrobiłem nic poza tym, że dalej prosiłem ciocię o pomoc. Rok później - w 2005 r. - zmarła mama.
(c.d. o swoim urlopie w drugim poście)
wtorek, 21 czerwca 2011
Czy jest sens pomagać alkoholikowi?
Do tego postu skłoniło mnie pytanie związane z moim poprzednim postem, a mianowicie, czy mogłem pomóc moim rodzicom?
I tu bardzo ważna odpowiedź, o której wielu nie ma pojęcia:
Jeśli pomoc sprowadza się do tego, że pomaganie pozwala pijącemu nie ponosić odpowiedzialności za skutki picia, to nigdy nie należy mu pomagać. Nie jest tu istotne, jakie będą konsekwencje: bardzo poważne, czy bardzo błahe. To nie ma znaczenia. Pomoc w wyciągnięciu np. z wiezienia, tak samo szkodzi jak posprzątanie rozbitej w złości szklanki czy pożyczenie pieniędzy, choćby na papierosy.
Taka, bowiem pomoc utrzymuje alkoholika w poczuciu, ze nie jest tak najgorzej, skoro pije i „jakoś" zawsze wychodzi cało z opresji.
Okazuje się że ja byłem taką osobą, takim pomagierem.
Jeszcze jako dziecko czułem się odpowiedzialny za moich rodziców. Dopiero jak sam założyłem rodzinę, postawiłem sprawę jasno: albo ja i moja rodzina, albo alkohol. Wybrali alkohol. Tak to oceniam, bo nawet nie próbowali walczyć z nałogiem, a zamiast tego oczernili mnie wobec całej rodziny, że jestem niewdzięczny, że wziąłem pieniądze na studia, a potem sobie ich odpuściłem.
Potem z kolei (po śmierci rodziców) przejąłem odpowiedzialność za brata, co bardzo Mu pasowało. Stąd te Jego ówczesne oczekiwania: załatw, kup, daj, w końcu – zrozum.
Widziałem tragedię rodziców, a jednocześnie „kupowałem” opowieści brata o złej żonie, pechu w pracy, itp. Postrzegałem go jako ofiarę jakichś zewnętrznych okoliczności, współczułem mu i solidaryzowałem się z nim, wysłuchując niekończących się wynurzeń i żalów. Wierzyłem, że jeśli już pił, to miał powody. Pomagałem mu, bo w biedzie trzeba pomoc...
Skończyło się na terapii DDA i teraz żałuję, że nie wiedziałem tego, co wiem teraz.
Wcześniej nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że mam rodziców alkoholików, a potem, że również brata. Ale skąd człowiek ma o tym wiedzieć? O tym nie mówi się nigdzie. A szkoda.
Zbliżają się wakacje. Jutro synek ma zakończenie roku szkolnego. Szkoda że zabrakło moich rodziców (jego dziadków). Szkoda że to przez alkohol. Gdyby nie alkohol, to może przyjechaliby jutro zobaczyć, jak ich wnuk odbiera świadectwo z czerwonym paskiem. Jutro mam tez ostatni dzień terapii DDA. Bardzo chciałbym być na niej, ale też chciałbym zabrać synka po południu na Stare Miasto na lody jako nagrodę za dobre oceny.
Szkoda że nie można się sklonować ;-)
Szkoda że nie można się sklonować ;-)
sobota, 18 czerwca 2011
Poświęcanie siebie dla innych
O ile radzę sobie całkiem dobrze z moją dotychczasową rodziną, to mam problem z odnalezieniem się w swojej obecnej rodzinie. Moją żonkę denerwuje to, że jestem uległy i nie mam własnego zdania. Równocześnie jest to osoba dominująca. Ja natomiast czasem mam inne zdanie, czasem inne oczekiwania. Nie ujawniam tego jednak ponieważ nie chcę jej sprawiać przykrości. Z drugiej strony wiem, że musiałbym czasami "walczyć" z nią o egzekwowanie swojego zdania a tego po prostu nie chcę. Wolę ulec. Czuję, że poświęcam swoje potrzeby (np. takie drobne jak obejrzenie filmu, wyjście do sklepu, czy na spacer). Szukam jakiegoś wyjścia.
Spotkanie z rodzonym bratem
Dziś jest kilka dni po tym, jak odszedł dziadek. Był to schorowany człowiek, więc poza smutkiem jest również uczucie ulgi bo nie muszę patrzyć jak się męczy.
Ale nie o tym chcę pisać...
Wiedziałem, że na pogrzebie spotkam swojego brata.To właśnie on spowodował, że chodzę na terapię DDA (więcej o moim bracie w zakładce "O sobie"). Ku mojemu zdziwieniu nie czułem żadnego lęku, czy też niepokoju.
Jechałem tam spokojny - smutny - ale spokojny. Brat już tam był. Wszedłem do Domu pogrzebowego i nasze spojrzenia spotkały się. W jego spojrzeniu wyczytałem oskarżenie, pretensję (kiedyś brat mówił mi, że jak się rozwodził, cytuję: "po sprawie w Sądzie wyszedłem i spojrzałem na nią a Ona to zrozumiała"), więc dla niego gra spojrzeń była i jest bardzo ważna. Ja natomiast zrobiłem coś, czego On chyba nie przewidział - podszedłem po prostu i podałem mu rękę. Dla mnie to co zrobiłem było bardzo oczywiste, a zobaczyłem u niego duże zdziwienie.Ale cóż, zostawiłem go z tym i odszedłem do żonki i dzieci. Później drugi raz spotkałem go na stypie. Po prostu, usiadłem między ludźmi, z którymi chciałem być a tak się złożyło, że mój brat siedział naprzeciw mnie. I znowu nic. Czułem się bardzo swobodnie. Mój "komplikator" był wyłączony. Niczego sobie nie dopowiadałem. Co innego mój brat. Widziałem, że czuł się skrępowany. Nie rozmawialiśmy ze sobą, ale jak potrzebowałem jakiejś potrawy, to zdarzało się, że go o nią prosiłem. Pod koniec stypy dałem mu szansę na rozmowę ze mną. Podszedłem do niego i zapytałem czy pojedzie ze mną, czy też ma jakiś inny transport. Mógł wybrać. Po chwili wahania powiedział, że przyjechał z ciocią i chyba powinien z nią wrócić. Odpowiedziałem tylko, że jak zmieni zdanie, to niech da mi znać. To zasługa terapii. Zacząłem wszystkich ludzi dorosłych traktować jak osoby dorosłe. zwłaszcza myślę tu o osobach z mojej najbliższej rodziny. Wcześniej jako DDA czułem się za nich odpowiedzialny. Terapia DDA uzmysłowiła mi rzeczy oczywiste, a mianowicie że osoby dorosłe odpowiadają za swoje czyny i ponoszą ich konsekwencje.
Ale nie o tym chcę pisać...
Wiedziałem, że na pogrzebie spotkam swojego brata.To właśnie on spowodował, że chodzę na terapię DDA (więcej o moim bracie w zakładce "O sobie"). Ku mojemu zdziwieniu nie czułem żadnego lęku, czy też niepokoju.
Jechałem tam spokojny - smutny - ale spokojny. Brat już tam był. Wszedłem do Domu pogrzebowego i nasze spojrzenia spotkały się. W jego spojrzeniu wyczytałem oskarżenie, pretensję (kiedyś brat mówił mi, że jak się rozwodził, cytuję: "po sprawie w Sądzie wyszedłem i spojrzałem na nią a Ona to zrozumiała"), więc dla niego gra spojrzeń była i jest bardzo ważna. Ja natomiast zrobiłem coś, czego On chyba nie przewidział - podszedłem po prostu i podałem mu rękę. Dla mnie to co zrobiłem było bardzo oczywiste, a zobaczyłem u niego duże zdziwienie.Ale cóż, zostawiłem go z tym i odszedłem do żonki i dzieci. Później drugi raz spotkałem go na stypie. Po prostu, usiadłem między ludźmi, z którymi chciałem być a tak się złożyło, że mój brat siedział naprzeciw mnie. I znowu nic. Czułem się bardzo swobodnie. Mój "komplikator" był wyłączony. Niczego sobie nie dopowiadałem. Co innego mój brat. Widziałem, że czuł się skrępowany. Nie rozmawialiśmy ze sobą, ale jak potrzebowałem jakiejś potrawy, to zdarzało się, że go o nią prosiłem. Pod koniec stypy dałem mu szansę na rozmowę ze mną. Podszedłem do niego i zapytałem czy pojedzie ze mną, czy też ma jakiś inny transport. Mógł wybrać. Po chwili wahania powiedział, że przyjechał z ciocią i chyba powinien z nią wrócić. Odpowiedziałem tylko, że jak zmieni zdanie, to niech da mi znać. To zasługa terapii. Zacząłem wszystkich ludzi dorosłych traktować jak osoby dorosłe. zwłaszcza myślę tu o osobach z mojej najbliższej rodziny. Wcześniej jako DDA czułem się za nich odpowiedzialny. Terapia DDA uzmysłowiła mi rzeczy oczywiste, a mianowicie że osoby dorosłe odpowiadają za swoje czyny i ponoszą ich konsekwencje.
czwartek, 19 maja 2011
Powrót
Wróciłem. Musiałem poukładać kilka rzeczy w swojej głowie.
Uzupełniłem temat "O sobie" i myślę, że teraz będę pisał w miarę systematycznie.
Uzupełniłem temat "O sobie" i myślę, że teraz będę pisał w miarę systematycznie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)