niedziela, 15 października 2017

Kolejne huśtawki (lata: 2014 - 2015)

c.d.
Ostatecznie listu nie napisałem...
Za to brat chwilę po ostatnim SMS-ie wysłał kolejnego zaczepnego:
"Witaj. Myślałem ze Dasz jakaś odpowiedz skoro tak bardzo chcesz żeby było między nami Dobrze."
Zaraz potem miałem urodziny i jak gdyby nic wysłał mi życzenia.
Kolejnego SMS-a dostałem nieco ponad 4 miesiące później (w styczniu 2014 r.) z życzeniami imieninowymi.
I kolejnego z nowym numerem telefonu.
Piszę o wydarzeniach sprzed prawie czerech lat ale pamiętam je, jakby to było wczoraj. Dodatkowo mam pełne archiwum SMS-ów od brata, z którego również korzystam pisząc tego posta.
Po otrzymaniu tak rozbieżnych informacji znowu nerw mnie chwycił i odpisałem mu:
"Witaj bracie, zaskakujesz mnie swoimi SMS-ami. Z jednej strony nazywasz mnie złodziejem i traktujesz mnie jak złodzieja, z drugiej życzysz mi szczęścia, pogody ducha i miłości. Określ się proszę. Ja z Tobą chce kontaktu ale Ty to ciągle odrzucasz. Próbujesz poruszać temat już dawno przeze mnie zamknięty. Nic Ci nie jestem winny. Mimo wszystko dziękuję za te numery tel. i życzę Ci abyś był szczęśliwy. A na kontakt i spotkanie z Tobą cały czas czekam."
No i jego typowa SMS-ówka:
"Dużo myślałem. Dla Ciebie sprawa jest zamknięta. Dla mnie nie. Tu już nie chodzi o pieniądze! Więc już nie będę pisał do Ciebie. Teraz się właśnie określiłem."
Nigdy nie napisał, że nie uważa mnie za złodzieja. NIGDY!!!
Potem od stycznia 2014 r. w zasadzie nie miałem z bratem kontaktu i żyłem sobie w spokoju. Próbowałem dzwonić do niego na urodziny, imieniny i Wigilię 2014 r. ale nie odbierał telefonów. Na Nowy Rok 2014/2015 wysłał mi MMS-a, ale ja nie miałem wtedy pakietu internetowego i nie mogłem tego MMS-a odebrać
Oto moja korespondencja z nim:
2015-styczeń
Ja:
Hej, szczęśliwego Nowego Roku! Wysłałeś mi MMS-a , a ja mam problem z odbiorem takich wiadomości. Próbowałem oddzwonić ale nie odbierasz ode mnie telefonów. Tak było przy Twoich urodzinach, imieninach, Wigilii. Może zaczniesz odbierać telefony ode mnie? Pozdrawiam
Brat:
Cześć. Nie odebrałem tel w urodziny bo bylem na wczasach za granica. W imieniny to nie miałem tel. A w wigilie i wczoraj nie odebrałem bo......! Hm. Bo w 2010 dwa razy nie odebrałem tel i podniosłem "kare". Dlatego myślę ze nie będę odbierał od Ciebie telefonów bo trzymam się tej "kary". Dla Ciebie to jest zamknięty temat. Dla mnie nie. Jeśli u Ciebie kasa bierze górę niż rodzina to rozumiem to. Twoje życie Twoje wybory. Ja myślę inaczej. Mam dużo dylematów i uciech z którymi chciałbym z Tobą porozmawiać. Ale nie potrafię. Wybacz. Mi już w sumie zbytnio nie zależy na tych pieniądzach i nie liczę już nawet na nie, chodzi mi o Twoje zachowanie w jaki sposób postąpiłeś ze mną. Nie będę pisał więcej bo nie chce być niemiły.
Ja:
Jeśli chcesz mi coś powiedzieć to po prostu spotkajmy się. SMS-em niczego nie rozwiążemy. Ty powiedziałeś wiele slow, ja powiedziałem wiele slow. Jedynym rozwiązaniem jest rozmowa - najlepiej w cztery oczy - w czasie której zdecydujemy czy damy rade dogadać się ze sobą, czy zrywamy kontakty.
Jeszcze jedno, nie ukarzesz mnie, jeśli nie zdecydujesz się na to spotkanie. Zycie jest tak krótkie że nie warto tracić czasu na takie rzeczy, bo nie wiadomo co nas jutro spotka. Ja Ciebie zawsze będę kochał!!!

Kiedy może - kąsa. Nie spotka się, nie wytłumaczy merytorycznie swoich racji tylko z podkulonym ogonem śle swoje beznadziejne SMS-y. Jest zupełnie niereformowalny. Ja do niego ciągle z otwartymi rękami a on.... proszę bardzo - kolejne SMS-y:

2015-czerwiec
Brat:
Fajnie to tak nie mieć brata ? A to za te marne grosze! Może daj sygnał dla swojej chrześniaczki Bo Paula nie wie o Twoim istnieniu 
Ja:
Poczytaj moje wcześniejsze SMS-Y a potem mniej pretensje. To Ty mnie w końcu olałes. Ja ciągle jestem otwarty na spotkanie. SMS-AMI takich spraw nie będę załatwiał.
Brat:
Czytałem. Paula się pyta o Ciebie ale ja jej mowie ze nie mam brata Ze wybrał kasę Bez odzewu 
Ja:
Ty moralny człowieku, niedobrze mi jak czytam te Twoje żałosne próby wzbudzenia we mnie poczucia winy. Tyle razy oskarżałeś mnie, obrażałeś,  pomawiałeś, oczerniałeś i uważasz ze jesteś w porządku? To ja powinienem żądać przeprosin. Proponuję jednak spotkanie. A Ty co - tylko SMS-Y jałowe wysyłasz. Teraz Paulą się zasłaniasz. To żałosne. A może dla odmiany spotkamy się. Może w końcu odważysz się. Nie bój się - nie przyniosę ze sobą historii rachunku ojca aby prawdą Cię nie kolić. Piłka jest ciągle po Twojej stronie. Zachowaj się w końcu jak facet!

Istna ruletka. Oczywiście nie odpowiedział ...
Ja natomiast jak gdyby nigdy nic wysłałem mu życzenia:

2015-Wrzesień
Ja:
Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, zdrowia, miłości, pogody ducha i optymizmu!!! ☺

Podziękował, a następnie:

Brat:
Jeszcze raz dziękuję. Nie napisałem Ci życzeń na Twoje urodziny bo Ty mi nie wysłałeś na moje i pisałeś na Wielkanoc ze dość kontaktu. Ale dziękuję i pozdrawiam 
Ja:
Nie mam żadnego SMS-a z okolic Wielkanocy. Poza tym  nigdy nie napisałem że nie chcę z Tobą mieć kontaktu. Ja ciągle wyciągam rękę do Ciebie a to Ty ją ciągle odtrącasz. W lipcu miałem swoją kumulację problemów i po prostu zapomniałem. Sorki. Pozdrawiam
Brat:
No ja mam ale mniejsza o większość. To szczegół.  Bardzo mocno biorę pod uwagę spotkanie ale moze jeszcze nie teraz 
Ja:
Spoko, ja ciągle i nieustannie czekam.

Jak zwykle - on we mnie kwasem, a ja z wyciągniętą ręką. To już zaczęło być idiotyczne - te moje próby kontaktu ...
Oczywiście nie było żadnego SMS-a ode mnie, że nie chcę już kontaktów z bratem. Jak pisałem wcześniej - mam pełne archiwum SMS-ów od i do niego.
Spisując to wszystko, cytując SMS-y i dodając komentarze robię to po to aby mieć jakieś archiwum, jakąś pamiątkę tego co się działo w przeszłości m. in. między mną i bratem. On bardzo zakłamuje historię, a czytając te zapiski będę mógł przypomnieć sobie te przykre, ale w końcu prawdziwe fakty i chwile z tamtego okresu.
Brat ZAWSZE był i jest roszczeniowy. Kiedy chce "jeździ" po mnie. Nie dobiera słów tylko wypuszcza jadowite SMS-y, które zatruwają tę więź braterską, którą nadal na tamtą chwilę czułem do Niego. Miałem jednak coraz mniej siły, coraz mniejszą ochotę na to, aby odnowić nasze relacje. Całkowicie straciłem do Niego zaufanie. Mam swój honor, a On naciągnął go do granic możliwości.
(c.d. w kolejnym poście)




środa, 4 września 2013

I minął kolejny rok.....

     Coś nietęgo z moją mobilizacją, skoro odzywam się ponownie po niespełna roku. Zastanawiałem się nawet, dlaczego nic nie pisałem, i dlaczego nagle teraz ponownie poczułem potrzebę popisania. Powód jest prosty. Spokój. Spokój i tylko typowe problemy życia codziennego.
W styczniu 2013 spotkałem się ze starszą córką brata (moją chrześniaczką). Jego córka chciała mnie odwiedzić i brat poinformował mnie wtedy o tym SMS-em. Pojechałem po nią i spędziłem z nią trochę czasu w moim mieszkaniu. Potem brat ją odebrał.
     Później brat tylko raz próbował dać mi do zrozumienia, że dalej ma mi za złe to jak załatwiona została sprawa spadku po naszych rodzicach. Po krótce to opiszę:
11-go września 1012 urodziła mu się córeczka (Amelka). Jest to owoc  nowego związku, w którym jest mój brat. O narodzinach poinformował mnie oczywiście swoim nieśmiertelnym SMS-em. Pojawił się u mnie wtedy jakiś niepokój, bo to dzieciątko od początku będzie w związku, w którym rodzic jest alkoholikiem – alkoholikiem który nie uczęszcza na terapię AA. Ale cóż, świata nie zbawię….
     Przed Wielkanocą 2013 dostaliśmy od brata zaproszenie na chrzest jego córki. Pomyślałem, że może coś się zacznie… Może podejdziemy w końcu do sprawy jak dorośli ludzie. Zaproszenie było na 7-go kwietnia 2013. W tym dniu, w trakcie ubierania dzieci moja córeczka powiedziała, że jest jej ciepło w oczy. Okazało się, że ma gorączkę ponad 38⁰C. Krótka rozmowa z żonką i postanowiliśmy, że sam pojadę aby nie zarazić jego Amelki. Na miejscu okazało się, że przyjechała ciocia (siostra rodzona mojej mamy, o której wcześniej pisałem) i wujek (A) ze swoją żoną, ten który wcześniej w październiku 2010r. odwiózł brata do ośrodka, plus oczywiście liczna rodzina ze strony jego nowej towarzyszki życia. Powiedziałem dlaczego sam przyjechałem i myślałem że wszyscy to zrozumieli (jak się potem okazało wszyscy poza moim bratem, co opiszę później). Wujek jeszcze przed mszą wziął mnie na bok i dużo mi o moim bracie powiedział. Powiedział to, co podejrzewałem, czyli że po wyjściu z ośrodka zajął się bratem i pomógł mu znaleźć pracę. Brat jak poczuł „twardy grunt” pod nogami, to zaczął pokazywać rogi. Zbywał jego rady odnośnie pójścia na terapię AA i na koniec brat dał wyraźnie wujkowi do zrozumienia, że sam będzie dalej decydował o swoim życiu i że wujek nie jest potrzebny (jakby to ująć: Kali zrobił swoje, Kali może odejść). Wujek powiedział mi również, że jak brat poznał dziewczynę przez internet i koniec końców zamieszkał u niej, to nie mógł w ogóle już do niego dotrzeć. Wujek zdziwił się mocno, że brat mnie zaprosił, bo jego zdaniem (moim zresztą również) powinniśmy sobie na początek wszystko wyjaśnić. Ja mu oczywiście przytaknąłem, ale powiedziałem mu wtedy, że może On również zaczyna szukać kontaktu ze mną…
Po mszy zaproszeni zostaliśmy na poczęstunek. Zapytałem brata czy naprawdę chce, abym pojawił się na tym poczęstunku. Odpowiedział, że tak. Pojechałem więc. Nic szczególnego nie pojawiło się w trakcie poczęstunku. Dopiero po wszystkim jego Kasia powiedziała mi, że z chęcią spotkałaby się z moją rodziną. Powiedziałem jej, że zobaczę co na to mój brat. I cóż, podszedłem do niego i zapytałem go, czy coś się rozpocznie między nami. Powiedział, że nie chce tego, że nie chce jeszcze wchodzić w żadne relacje ze mną. Odpowiedziałem mu, że jak uważa, oraz że nie rozumiem, po co mnie zaprosił – po czym odszedłem.  Następnie przekazałem wujkowi i cioci (siostrze mojej mamy) wynik mojej krótkiej i żenującej rozmowy z bratem – czyli to że brat nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów i wyszedłem z lokalu. Zacząłem współczuć jego nowej towarzyszce życia i ich córeczce, bo zawziętość brata jest niesamowita. Jak bardzo tkwi On wciąż w tej swojej iluzji zaprzeczeń, jeszcze z silną motywacją do tego aby nie pić – ale bez żadnej terapii. A przecież jest alkoholikiem i dodatkowo DDA.
Ponowny spokój do wakacji. W wakacje 2013r. wybraliśmy się na południe Polski do mojej rodziny od strony ojca. Mieszka tam brat rodzony mojego dziadka (81 lat) z żoną (71 lat), oraz dwójka ich dzieci (córka i syn), już dorosłych i w swoich związkach, a więc:
- córka (starsza), która jest chrześniaczką mojego ojca. Ma męża i dorosłą córkę która mieszka w Anglii.
- syn, który ma żonę i trójkę dzieci
Brat mojego dziadka jest romantykiem, osobą, która przywiązuje bardzo dużą wagę do rodziny, do swoich korzeni. Bardzo bolała go sytuacja pomiędzy mną i moim bratem. Nie rozumiał jak do tego mogło dojść. Mnie osobiście zdziwiło, że wujek wie o relacji między mną i moim bratem. Czyli zostałem już przez brata podsumowany również w tej rodzinie. Rodzina ta jednak nie dała mi odczuć, że są przeciwko mnie. Chytry plan brata nie powiódł się więc. Opowiedziałem wujkowi jak sprawy się miały i mają. Opisywałem to operując faktami. Starałem się mówić obiektywnie. Jechałem po sobie i po nim. U mnie główną rzeczą było to, że faktycznie umówiłem się z bratem, iż dorzucę mu 15tyś złotych po sprzedaży mieszkania (czyli że podzielimy się następująco: 90tyś brat i 60tyś ja). Zataiłem fakt, że brat okradł naszego ojca na minimum 7700zł (tyle mam udokumentowane z historii bankowej z rachunku ojca). Dałem szansę wujkowi na własną ocenę sytuacji. Zanim opowiedziałem mu wszystko, to twierdził że przeważnie wina tkwi pośrodku. Jednak po całym opisie sytuacji powiedział z uśmiechem na twarzy, że jest to moja wina. Zatkało mnie, ale wujek mówił dalej. Jest to moja wina, bo nie piłem z rodzicami i z bratem. Dopiero zrozumiałem sarkazm w jego słowach. Ale wujek nie przerywał. Mówił dalej że całe pokolenia mojej rodziny piły i traciły swoje majątki, że alkohol był przyczyną wielu tragedii a mój brat jest tego bardzo wyrazistym przykładem. Przez alkohol o mało nie stracił mieszkania, na które komornik chciał wejść 2 dni po jego sprzedaży. Jednocześnie bardzo cieszyło go, że ja nie piję i że mam fajną rodzinkę (z czym zgadzam się w 100 %). Wujek pokazał mi swoje drzewo genealogiczne (czyli również moje) oraz spisaną historię mojego rodu. Ogólnie było bardzo miło i cieszę się że ich odwiedziłem. Na kilka dni przed odwiedzinami brat dowiedział się, że do nich przyjeżdżam i byłem ciekawy co z tego wyniknie (przy okazji dowiedziałem się, że jest w Holandii). I nie pomyliłem się. W czasie rozmów z wujkiem kilkakrotnie zapewniałem go, że bardzo szukałem kontaktu z bratem, ale On stanowczo odmawiał. Wyraziłem tylko nadzieję, że kiedyś to nastąpi i że ja cały czas na to czekam.
Po naszym wyjeździe brat przedzwonił do wujka. To co zrobił jednak, to była wielka bezczelność!!! Powiedział mianowicie, że to ja się odciąłem od niego a on szuka kontaktu ze mną. Dowodem na to (tak mówił) było zaproszenie na chrzest, które do nas wysłał. Powiedział, że moja żonka nie chciała przyjechać i została w domu (mój komentarz: córka moja dostała wtedy temperatury i żonka została wtedy z dziećmi w domu, co opisałem wcześniej). Wujek jest bardzo chory (4 czy 5 razy był już w stanie śmierci klinicznej z powodu dużej wady serca), ale brat na to nie patrzy. On ma być ten dobry – nieważne jakich użyje środków. Tak jakby wychodził z założenia: CEL UŚWIĘCA ŚRODKI. Ogarnęła mnie słuszna złość. Obiecaliśmy wujkowi, że jeszcze raz ponowię próbę nawiązania z nim kontaktu. Telefon miał jednak wyłączony. Przypomniałem sobie że jest w Holandii. Przedzwoniłem do jego Kasi, przedstawiłem się  i powiedziałem że po raz kolejny chciałbym spróbować odnowić kontakt z bratem ale nie mam do niego telefonu (w Holandii miał inny numer). Wyczułem, że ucieszyła się i powiedziała że namówi go, aby spotkał się ze mną. Tego samego dnia otrzymałem od niego SMS-a (wysłał go po godz. 22). Odczytałem go przed godz. 23-cią i dużą część nocy miałem popsutą.
Oto jego treść:

Witaj.
Tu (imię brata).
Kasia do mnie dzwoniła ze Ty do niej Dzwoniłeś. Chciałbym Ci powiedzieć bo może nie pamiętasz Ale wtedy będziemy mogli się spotykać i zachowywać jak prawdziwi Bracia jeżeli oddasz lub zaczniesz mi spłacać te 20 tyś które bardzo dawno temu mi obiecałeś. Jeżeli nie będę widział jakiś ruchów na moim koncie albo jakiejś deklaracji od Ciebie to nasze stosunki będą bez zmian.
PS Kochajmy się jak bracia Ale liczmy się jak żydzi.

Upewniłem się, że sposób jego myślenia jest chory. Jego zawiść i zawziętość zaślepiła go.
Dalej rości sobie prawo do większych pieniędzy po spadku. I chyba zaczął naliczać odsetki. Przecież powiedziałem mu w dniu 05.07.2010r. że dam mu ze spadku 15tyś na długi których narobił. Z tego jednak trzeba było do Urzędu Skarbowego oddać 3000zł, więc tak naprawdę byłoby to 12tyś. Na terapii skutecznie mi to wybili jednak z głowy (więcej w zakładce "O sobie"). A tu nagle w SMS-ie pojawia się kwota 20tyś.
Brat za kilka dni będzie w Polsce, bo przyjedzie na urodziny swojej córki. Myślę o napisaniu do niego listu – ostatniego listu.

C.d. w poście "Kolejne huśtawki (lata: 2014 - 2015)"……

piątek, 28 września 2012

Co tam u mnie......

Powinienem częściej opiekować się moim blogiem, ale moje 3-letnie bliźnięta skutecznie mi to "ułatwiają inaczej". Mimo to będę mobilizował się, aby pisać. Chciałbym swoje wspomnienia ocalić od zapomnienia. Nie chcę ich zamykać, nie chcę zakopywać gdzieś głęboko i nie chcę o nich zapomnieć - mimo wszystko. Teraz wiem, że to nie jest wyjście z sytuacji, bo jeśli zapomnienie o tych złych wspomnieniach  ma pomagać w życiu DDA, to dlaczego ludzie DDA trafiają na terapię, dlaczego ja tam trafiłem? Przecież wydawało mi się, że zapomniałem. NIE - trzeba zmierzyć się z tym. To takie właśnie podejście pomaga, mi pomogło. Mam towarzyszkę życia, która to rozumie, mam FANTASTYCZNE dzieciaczki, i jestem po terapii, która pomogła mi. Brat mój wysłał mi w tym roku dwa SMS-y: na moje imieniny i z informacją, że urodziło mu się dziecko. Czułem, że próbował wzbudzić we mnie poczucie winy - zwłaszcza SMS-em o dziecku (ja mu wysłałem też SMS-y na jego święta). Raz zaproponowałem mu spotkanie ale odmówił. Jest mi przykro że odmówił, oraz że puszczał mi dziwne SMS-y ale w moich uczuciach - poza uczuciem smutku i zrezygnowania - nie było złości, nie miałem poczucia winy. Ja za nim tęsknię, kocham Go (przecież po śmierci rodziców tylko On mi pozostał), ale jednocześnie w pełni akceptuję jego dorosłość. Postanowił odsunąć się ode mnie i ja to przyjmuję do wiadomości. Jak napisałem, jest dorosły. A mój smutek jest jest chyba jak najbardziej na miejscu i nie będę walczył z tym uczuciem. Na terapii jeszcze powiedziano mi, że moja wrażliwość jest dosyć duża i to jest chyba prawda. Niestety, człowiek bardzo lubi oceniać drugiego patrząc ze swojego punktu widzenia. Rzadko oceniający stara się spojrzeć na daną osobę oczami tej osoby. I stąd drastyczne tragedie, takie jak np. skok z okna bo koledzy w szkole dokuczali. Trzeba KONIECZNIE jak najszybciej uodpornić się na ocenę, powiedzieć sobie - jakim prawem on (ona) mnie ocenia, albo mi dokucza. Nie wolno poddawać się, trzeba walczyć o siebie. Dopiero terapia pokazała mi, jak to robić. Można powiedzieć, że dostałem do ręki narzędzie, którym mogę się bronić. I teraz czuję się naprawdę dobrze. I tak sobie myślę: jak to dobrze czuć się dobrze.....

sobota, 24 marca 2012

To takie typowe ...

Bardzo nurtowało mnie, jak przebiegła wizyta brata u rodziny (opisane w poprzednim poście). Przedzwoniłem więc, ale trzy dni później - w środę. Wujek powiedział mi, że rodzinka przygotowała się, zrobili dobry obiad i czekali, czekali, czekali, czekali (hehe), czekali - i nic!!! Nie pojawił się, nie przedzwonił, nie wysłał SMS-a, nic. Późnym popołudniem wujek w końcu poprosił swoją córkę (dorosłą już kobietę), aby przedzwoniła do mojego brata, bo może coś się stało, ale Ona powiedziała, że nie ma mowy. Chyba była mocno poirytowana. A mój brat .... - nie odezwał się ani w niedzielę, ani w poniedziałek, a we wtorek. Ja, jak nadmieniłem, dzwoniłem w środę. Odpowiedziałem wtedy, że rozumiem jego córkę bo też uważam, że zachował się nieodpowiedzialnie. Potem pożegnaliśmy się i .... ok pól godziny później miałem telefon od wujka. Nie zdążyłem odebrać, więc oddzwoniłem. Okazało się, że wujek po moim telefonie znowu zaniepokoił się o mojego brata. Poprosił znowu swoją córkę aby się z nim skontaktowała. Jej odpowiedź była niesamowita: odpowiedziała że nie będzie dzwonić do niego i jak chce to niech sam zadzwoni. I wujek zadzwonił. I dodzwonił się. I co usłyszał..., usłyszał że mój brat jest w innym miejscu niż to, w którym mówił że jest. I że nie nie dał rady przyjechać, bo miał - hm - daleko. Ale wujek ucieszył się, że nic mu nie jest i odczułem, że uspokoił się. I dobrze, bo jest to starszy już człowiek (po 80-tce).
Chodziło mi jednak po głowie pytanie, dlaczego nie odwiedził rodziny? Może dowiedział się że odnowiłem kontakty z nią i nie będzie mógł kłamać bo nie wie ile im przekazałem (ja im nic oczywiście nie przekazywałem).

A może wypił? W końcu delegacja, koledzy, jedno piwo przecież nie zaszkodzi...

Głównym jednak uczuciem było rozbawienie i współczucie dla tej rodziny, nie dla brata. Zaimponowali mi. Już teraz chciałbym ich zobaczyć, ale pocieszam się że wakacje coraz bliżej.

sobota, 17 marca 2012

Drobne sprawy ...

Jest sobota, hmm, a właściwie niedziela, bo na zegarku jest 0:02.
18-ty marca 2012r. 3 lata temu odszedł mój tata. Na dziś z tej smutnej okazji zamówiłem mszę św. za dusze rodziców w kościele. Ale do rzeczy.
W sobotę miałem telefon od rodziny, z którą odnowiłem kontakt (mieszkają oni koło Krakowa). Okazało się że mój brat jest w delegacji na południu Polski i planuje dziś do nich zajechać. W rozmowie telefonicznej wujek, który z nim rozmawiał, zapytał Go, czy ma ze mną jakiś kontakt. Brat powiedział, że wysłał mi kilka SMS-ów (na moje urodziny, na święta), ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Nie ukrywam, że pojawiło się u mnie uczucie złości. Na każdego SMS-a odpisałem, a na ostatnie święta (Wigilia) pierwszy wysłałem mu życzenia. Tak też im odpowiedziałem. Na to oni, że chcieli tylko wiedzieć czy brat mówił prawdę. Brat nie wie, że odnowiłem kontakty z tą rodziną i ciekawy jestem, jak będzie przebiegała ich dzisiejsza rozmowa. Powiedział im również, że zaręczył się i planuje ślub.
I chyba dobrze. Niech sobie układa życie. Tylko oby nie skrzywdził swojej przyszłej żony. Moja nowa rodzinka z południa Polski mówi, że brat sprawia wrażenie zagubionego i podejrzewają, że chciałby ze mną odnowić kontakty.
Wyjaśniłem im, że brat sprawił mi w ostatnim okresie dużo przykrości ale w każdej chwili jestem gotowy na spotkanie z nim, pod warunkiem, że będzie trzeźwy. Wieczorem przedzwonię i dopytam się, jak przebiegło spotkanie.
Jestem spokojny bo oni wiedzą, że brat jest uzależniony i również mają wśród swoich znajomych rodziny, w których są osoby uzależnione.
Poza tym ta sprawa w ogóle mnie nie poruszyła - stąd chyba ten spokój. Nie siedzę, nie myślę o tym nieustannie. Nie mam poczucia winy. To bardzo budujące i czuję, że terapia, którą przeszedłem pomogła i pomaga mi w dalszym ciągu. No, jest godz. 0:35 więc pora kończyć. Fajne to uczucie - być spokojnym.....

wtorek, 7 lutego 2012

Wszystko co piękne jest – przemija ….

Tydzień temu zakończyłem terapię grupową DDA.
Smutno mi z tego powodu, bo polubiłem swoją grupę. Znam ich bieżące problemy i w większości wiem, gdzie leży ich źródło. Również nie jest mi obojętne, jak rozwiążą swoje problemy, jak im się będzie układało w życiu. Terapia grupowa trwała 16 miesięcy (z 2-miesięczną przerwą wakacyjną). Na początku terapii myślałem, że rok to szmat czasu, a teraz czuję, że nie wszyscy w pełni rozwiązali swoje problemy związane z ułożeniem relacji, czy też ze zmianą relacji w stosunku do pijących rodziców i do najbliższego ich otoczenia (rodzeństwa, kuzynów itp.). Wiem, że nie tylko osoby uzależnione potrafią wzbudzić często nieuzasadnione poczucie winy. Bardzo dobrze wychodzi to również osobom, którymi otaczają się alkoholicy. Pod takim wspólnym „ostrzałem” można zwątpić jeśli wezmą górę emocje. Trudno wtedy zachować dystans. Do tego dochodzi brak wsparcia, które otrzymywaliśmy na terapii. No cóż, życie pokaże. Szczerze życzę wszystkim, aby sobie z tym poradzili i nie wracali na ponowną terapię.
Chociaż z drugiej strony – wiedza, że można ponownie przejść terapię DDA daje nadzieję, bo my wszyscy wiemy że są miejsca, w których można poprosić o pomoc, a nie zadręczać się bez reszty. W moim odczuciu osobie, która przeszła terapię łatwiej podjąć decyzję o ponownym uczestnictwie w grupie DDA.
Jeśli chodzi o mnie, to z najbliższej rodziny tylko brat rodzony jest alkoholikiem. Rodzice (oboje uzależnieni) już nie żyją. Jestem więc spokojny o siebie. Nabrałem dystansu do niego (brata) i do osób, które starały się wzbudzić we mnie poczucie winy w stosunku do brata, bo „on jest taki biedny i samotny”. Ale ja mu nie polewałem, nie namawiałem do zakupów ratalnych, do telefonu komórkowego na abonament, do kredytów, do życia ponad stan, w końcu do niepłacenia czynszu za mieszkanie. Jest dorosły. Ja mam swoją fajną rodzinkę: żonkę i trójkę dzieci (12-latek i 3-letnie bliźniaki) i tu chcę się angażować.
Teraz, jak już nie chodzę na grupę DDA, to coś się we mnie przestawiło. Wcześniej zawsze wiedziałem, że jak mam problem, to mogę o nim powiedzieć na grupie i otrzymać pomoc. I tak mniej więcej funkcjonowałem. W tej chwili jest już inaczej. Jak mam problem, to muszę go sam rozwiązać. Już nie ma grupy. Ale mam już pewne doświadczenie w tym, jak sobie z nim poradzić. Wiem że muszę sobie poradzić z problemem. Zawsze byłem tego świadomy ale tkwiło to raczej w mojej podświadomości. Teraz nie ma oczekiwania na grupę – jestem ja i życie codzienne. Świata nie obchodzi to, że je będę nieszczęśliwy. Świat będzie szedł do przodu. Tylko ode mnie zależy, czy będę szczęśliwy czy niespełniony i zgorzkniały, radosny czy smutny. Czuję, że na terapii wzmocniłem się psychicznie i myślę, że trudno mnie będzie zmanipulować. Jestem spokojny, ale dosyć często jeszcze wspominam ludzi z grupy i osobę prowadzącą, która niezmiernie mi pomogła.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Refleksja po Świętach ....

3 tygodnie temu było Boże Narodzenie. Tak bardzo czekałem na ten okres. Miałem nadzieje, że pojedziemy do mojego brata ciotecznego. Niestety, nie zdążył z remontem domu. Mieliśmy więc spędzić Święta u siebie. Nie planowaliśmy żadnych wyjść w Wigilię. Jednak nie u wszystkich chyba jesteśmy "czarnymi owcami". Zaprosiła nas siostra cioteczna mojej żonki i tak długo cisnęła, że w końcu przyjęliśmy jej zaproszenie. Prezenty kupiliśmy jeszcze w listopadzie. Półprodukty na wieczerzę również. Później, w grudniu patrzyliśmy z pewnym rozbawieniem na tłumy ludzi w hipermarketach (sądząc po ilości samochodów na parkingach przy sklepach). Nie było u nas żadnego ciśnienia. Na dwa dni przed Wigilią wziąłem urlop aby wspólnie przygotować się do Świąt Narodzenia Jezusa. Irytowało mnie w pracy podejście moich kolegów, którzy specjalnie nie brali urlopu przed Świętami aby nie kłopotać się o porządki w mieszkaniu i, jak to się mówi, przyjść na gotowe. Woleli "odpocząć" w pracy a w domu niech żona sprząta. Jeden z kolegów zamówił catering. Rozbawił mnie tym, ale też zaskoczył. Dla mnie Święta to nie tylko jakieś jedzenie i prezenty. Ja uwielbiam ogólną atmosferę przedświąteczną. Lubię włączyć po cichu kolędy i sobie sprzątać. Lubię zapach potraw, ciasta, całą tą krzątaninę przedświąteczną. Ale zamówienie gotowych dań???
Kolega ten ma 5-letną córeczkę. Wytłumaczyli oni ich córce, że nie ma mikołaja a prezenty kupują rodzice i dziadkowie. Trochę to smutne.
Mój dwunastoletni teraz synek powiedział mi kiedyś, że wie o tym, iż prezenty kupują rodzice. Powiedziałem mu wtedy (trochę w żartach), że jeżeli przestanie wierzyć w mikołaja, to koniec z prezentami. Do dziś d niego wierzy (a przynajmniej tak mówi).
W Wigilię wysłałem SMS-a do mojego brata rodzonego. Życzyłem mu, aby był szczęśliwy. Po prostu szczęśliwy. Sprawił mi on w przeszłości dużo przykrości (opisałem to obszernie wcześniej), ale ja życzę mu dobrze. Traktuję go jako osobę chorą. We wrześniu minął rok od czasu kiedy przestał pić. Przynajmniej wiem że nie pił w okresie od połowy września 2010 do końca czerwca 2011 roku, bo był wtedy w ośrodku zamkniętym. Co później - nie wiem. Wiem natomiast, że ma kogoś. Chce sobie życie ułożyć - powiedzmy - na nowo. Ma do tego prawo, jest przecież dorosły (ma 38 lat). Tylko irytują mnie te jego SMS-y. SMS na święta - OK, ale drugi na nowy rok brzmiał: "Wszystkiego dobrego w nowym roku, uśmiechu na twarzy, szczęścia, zdrowia, i dużo kasy życzy Tomek i Kasia". Niby wszystko OK, ale: uśmiechu? zdrowia? szczęścia? dużo kasy? I jeszcze jakaś Kasia, której nie znam. Przecież zerwał ze mną kontakt, bo wg niego okradłem go. Napisał mi rok temu w liście, że nie ma zamiaru i nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów i do dziś tego nie odwołał. Obsmarował mnie przed całą rodziną. Odpisałem mu jednak tak: "Dziękuję za życzenia, chociaż nie ukrywam że że zaskakują mnie Twoje słowa. Z mojej strony również życzę Tobie i Twojej Kasi (której nie znam) Szczęśliwego Nowego 2012 Roku !!!" Może dotarło do niego, że to nie ja go okradłem, tylko to On chciał mnie oszukać. Może ma świadomość tego, że przez lata okradał naszego ojca (mam historię rachunku taty z kilku lat, więc piszę fakty - to nie jest ocena). Może chciałby odnowić kontakty? Może boi się, że powiem przy jego nowej partnerce coś, co popsuje ich relacje? Nie musi. Moje drzwi są dla niego zawsze otwarte jeśli przyjdzie trzeźwy. Trafiła mi się fajna grupa DDA i terapeutka, której zaufałem. Tu pozbyłem się odruchu oceniania, krytykowania, czy też dawania rad, a przynajmniej panuję nad tym - myślę - dość dobrze. Obecnych uczuć: żalu do niego o całą sytuację, przykrości którą mi sprawił nie chcę odsuwać od siebie, bo teraz wiem, że to niemożliwe. Dałem temu czas aż same przyschną i "pokryją się kurzem". Pojawiło się jednak nowe uczucie: współczucie do brata. Jednak jest alkoholikiem i dodatkowo DDA, stracił dużo: rozwód i córka, która mieszka z matką w innym mieście. Martwi mnie jednak ta jego zawziętość. Ale się nie nakręcam. Mam inne cele: moja rodzina. Terapia DDA dobiega końca - szkoda. Będzie mi jej brakowało. No i przede wszystkim grupy, z którą uczęszczałem. Wiem o uczestnikach terapii dużo więcej, niż otoczenie w którym Oni żyją. Tak samo grupa wie o mnie więcej niż moja rodzina (może poza żonką, której ufam). Dowiedziałem się również wielu rzeczy o sobie, bardziej poznałem siebie. Teraz myślę, że to ciekawe. Obce zupełnie do niedawna osoby wiedzą o mnie więcej niż wydawałoby się najbliżsi. Bardzo chciałbym utrzymać z nimi jakiś kontakt. Zobaczymy co życie pokaże.
W te święta postanowiłem odnowić kontakt z rodziną od strony taty, która mieszka w pobliżu Krakowa. Widziałem się z nimi cztery razy. Pierwszy raz jako 14-latek. Chrześniaczka taty (jego siostra cioteczna) wychodziła za mąż. Pamiętam ją jako przepiękną pannę młodą i byłem strasznie dumny z tego. Jej męża również pamiętam jako bardzo serdecznego człowieka. Za drugim razem jej rodzice odwiedzili naszych rodziców (to było jeszcze przed moimi studiami (czyli początek lat 90-tych). Potem widziałem jej rodziców i jej brata Maćka na pogrzebie mojego dziadka w 1996r. Pamiętam jak Maciek prosił mnie, abym odwiedził ich i było to naprawdę szczere. Byłem wtedy na 5-tym roku studiów a rok później ożeniłem się i nie odwiedziłem ich. Ostatni raz widziałem chrześniaczkę taty, kiedy przyjechała na jego pogrzeb (3 lata temu). Pamiętam, jak wtedy ujęła mnie pod rękę i długo szliśmy rozmawiając. Była bardzo autentyczna. Ponowiła zaproszenie. Bardzo ujęła mnie tym swoim zachowaniem. Chciałem podtrzymać z nią kontakt. Niestety, nie wziąłem numeru telefonu. Po ponad roku poprosiłem brata, aby dał mi do niej numer, ale wywinął się i nie otrzymałem go. Ja jednak nie poddaję się łatwo. Dostałem numer od jego żony (obecnie byłej żony). No i zacząłem odwlekać moment kontaktu z chrześniaczką taty. Tuż po ostatnich wakacjach - we wrześniu 2011r dowiedziałem się na grupie DDA, że mamy przygotować Genogram, czyli psychologiczną mapę relacji w rodzinie. Jest to coś w rodzaju drzewa genealogicznego. Znowu powróciły myśli o odnowieniu kontaktów z rodziną spod Krakowa. Na święta wysłałem SMS-s z życzeniami i obietnicą że przedzwonię po Świętach. Rozpoczął się pełen niepokoju czas oczekiwania na odpowiedź. W końcu nadeszła i byłem wręcz w euforii. Po Nowym Roku przedzwoniłem i teraz szykuję się do wysłania kilku zdjęć mojej fajnej rodzinki. Coś się rozpoczęło i chyba to też zawdzięczam temu, że chodzę na grupę DDA. Patrzę z nadzieją w przyszłość......